pepe72 napisał(a):

Sabotaż był przeciwko "grupie czechosłowackiej" ale już go w Wiśle nie ma. Grupy też nie ma.
Myślę, że Sobol jest na tyle świadomy tego, że taki przypadek skończył by się "klubem Kokosa".
|
Sabotaż, srabotaż. Czechosłowacy nic nie grali, podobnie jak Polacy i reszta nacji. Szukanie przyczyn porażki innych niż sportowa w naszej sytuacji pozwala co prawda poprawić sobie samopoczucie (nie byliśmy tacy słabi jak wynikałoby z boiska), ale powoduje powielanie tych samych błędów (no bo skoro winni byli sabotażyści, to bez nich plan wypali, był przecież dobry). Przyczyny są znane, rozpracowane, również chyba w klubie o czym świadczą ruchy Królewskiego. Dla przypomnienia:
- nędza sportowa. Było kilka rodzynków jak Hanousek, ale generalnie kadra była słaba i źle skompletowana. Kliment może i grałby dobrze otoczony technicznymi piłkarzami, ale nie Młyńskim czy Starzyńskim
- stawianie na "młodych", z których większość okazała się po prostu za słaba nie tylko na Ekstraklasę, ale nawet na pierwszą ligę. Tak jakby nikt poważnie nie traktował możliwości spadku, ważniejsze było sztuczne nabijanie punktów w PJS.
- brak stabilizacji kadry - bez komentarza, wiadomo jak było.
- wymaganie ładnej, technicznej gry - czyli gwóźdź do trumny. Dałoby się może uratować ligę mimo powyższych (powtarzam - może), ale nie próbując grać ofensywnie, pięknie dla oka, z trenerem który tak tylko umie grać. Efekt był taki że graliśmy gówno i nie punktowaliśmy.
Nie było żadnych spisków, sabotażu - jak przyznał Królewski, po prostu nie wyciągnięto wniosków z tego że powinniśmy spaść sezon wcześniej.
Ale jasne, szukajcie czarownic, myślcie magicznie, twórzcie teorie spiskowe - byle tylko nie przyznać że to był poroniony projekt. Problem w tym, że przy takiej rotacji nie było żadnej "starej gwardii", oberwało się biednemu Sadlokowi bo był już po prostu za słaby piłkarsko i mu zależało (jako jeden z nielicznych grał w Wiśle kilka lat).
Taki Śląsk Wrocław może i był bardziej daremny od nas, ale przynajmniej o tym wiedział i nie próbował grać "krakowskiej piłki".
Teraz wyniki w trzech meczach biorą się z jakości piłkarskiej. Na tle pierwszej ligi i takiej Odry Hiszpanie mogą dominować, przerastają rywali o głowę. Im mniej młodych "talentów", tym lepsza gra, mniej strat, podań do nikogo, dośrodkowań w aut etc. To wystarcza (na razie?) na pierwszą ligę. Ale Czechosłowacy + Piotrusie, Patryki etc. nie mieli szans zdominować Ekstraklasy. To tak jakbyśmy po tej rundzie sprzedali Fernandeza i Bashę i ściągnęli jakieś losowe melepety z całego globu zamiast tych konkretnych Hiszpanów, a potem byli w szoku że Odra nie klęknęła przed nami na boisku a Młyński ze Starzyńskim nic nie stworzyli.
Fazlagić i Ondraszek nas mieli utrzymać? Grając z Plewką, Młyńskim, Starzyńskim itp itd?