sandomingo napisał(a):

|
Jednego w 100% a przy drugim był mocno zamieszany
|
Przy drugim to akurat inni zawalili, gdzie umówmy się że obrona całej drużyny to sito i jest głównym powodem dla którego jesteśmy gdzie jesteśmy. Robienie Szota personalnie winnym to już złośliwość.
Na tle reszty Szot ma czyste papcie, gdzie zagrał w sumie trzy mecze w jakimś dłuższym wymiarze czasowym, jednego gola zawalił, jednego strzelił, dwa występy miał porządne.
To nie jest wirtuoz ale jak piszemy o przyjęciu to jest u nas kilku o wiele gorszych grających na bardziej ofensywnych pozycjach którzy przyjmują piłki kierunkowo na dwa metry, często do przeciwnika lub w aut. Nie przeszkadza im to w byciu "talentem" (co staje się u nas synonimem łamagi ciągniętej za uszy do składu).
Po Szocie moim zdaniem jest fajnie jechać, mimo że nie gra jakoś odróżnialnie gorzej od takiego Gruszkowskiego - moim zdaniem lepiej w obronie. Żaden raczej kariery nie zrobi, obaj na poziomie pierwszoligowym mogą pokopać, ktoś na ławce musi siedzieć.
Powtórzę - dotychczasowe występy nie pozwalają uczciwie skreślić Szota na tle rywali do miejsca w składzie. Jaroch jest lepszy na PO, ale końcówkę rundy miał dramatyczną, na stoperze jest Łasicki i dwóch sabotażystów, przy czym Colley niespodziewanie okazał się największym. Na ich tle i Szot i Skrobański wyglądali OK.
Szot jest w klubie bo mało zarabia, nie pyskuje, gra gdzie mu każą i zwykle przyzwoicie, bez fajerwerków w żadną stronę. Jak napisałem - typowy rezerwowy, jak w drużynie panuje sraczka to zagra na pozycji gdzie brakuje najwięcej piłkarzy.