|
W Wisłe nikt zainwestować nie chce bo klub robi wszystko aby takiego inwestora szybko nie znaleźć. Nie robi tego co prawda umyślnie ale rezultat działania zarządu jest niestety właśnie taki. Przecież po przejęciu przez trio klubu w 2019 klimat wokół Wisły był niesamowicie pozytywny. Zaczęły się układać kwestie właścicielskie po zawirowaniach z kibolami czy ludźmi o szemranych powiązaniach w strukturach, relacje sponsorskie i inwestorskie weszły na inny poziom i względnie kwestie zarządcze nad spółką zdradzały symptomy pozytywnej przyszłości. Problem w tym, że Panowie po tym jak zaczęło się "układać" zbyt mocno uwierzyli w wizję, że pomimo braku doświadczenia w prowadzeniu klubu piłkarskiego dadzą radę. Dadzą radę samodzielnie zarządzać takim organizmem. Nie posądzam ich o pobudki materialne ale być może słowa Leśnodorskiego, że na takim klubie jak Wisła Kraków nie da się nie zarabiać miały jakieś znaczenie. Charakterologicznie czy kompetencyjnie stanowili przecież fasadę uzupełniających się wzajemnie umiejętności i kompetencji. Wspomaganych dodatkowo przez ambicję przywrócenia na szczyt klubu będącego bliskiego ich sercu. Tymczasem na tym samouwielbieniu i pozytywnej percepcji środowiska popłynęli za bardzo. Zamiast wykorzystać ten moment - kiedy zaczęły się kleić finanse, przestały wypadać trupy z szafy i względnie miasto przestało robić tak pod górkę - skoncentrować się na poszukiwaniu inwestora to obrośli w piórka, włączył się im tryb nieśmiertelności i zaczęło się u każdego z nich odzywać własne ego. Ego, które chciało pokazać, że to ono jest najważniejsze. Ego Jarka z bzdurną ilością tweet`ów, ego Tomasza z tweetami o najstarszym klubie w Krakowie, ego Błaszczykowskiego w Foot Truck`ach itd. Zamiast pracować nad przywróceniem Wisły na szczyt zaczęli na marce Wisły budować marketing własnej osoby. Konsekwencje widzimy dzisiaj. Sprawdziło się stare porzekadło: "mówiły jaskółki, że nie dobre są spółki".
|