Jaroo1 napisał(a):

|
Temat Hyballi wraca jak bumerang. Był trener, który kazał zapierdalać, czegoś mógł nauczyć i był w opozycji do trio i całych tych śmiesznych legend, czyli kółka wzajemnej adoracji? Był. To trzeba było go po dupie całować.
|
Temat wraca nie dlatego, że Hyballa był trenerem jaki mógł zbawić ten klub, ale dlatego, że chłop robi dla niektórych za symbol stawiania piłkarzom wymagań.
Trenerów, którzy oczekują zapier*alania jest na tym rynku pier*yliard, więc upieranie się przy tym, że trzeba było zostawić wariata na stanowisku zakrawa o śmieszność, a przynajmniej jakąś obsesję.
Sama diagnoza pt. "trzeba więcej wymagać" (zamiast tworzyć rodzinną atmosferę i klub, który się buduje, a czas na wyniki przyjdzie za rok) i problemu w podejściu "bycie legendą jest ważniejsze od bycia profesjonalistą" (przez co zatrudniamy ludzi z Wisłą w sercu a nie ludzi z jakiejś Legii albo innej Pogoni, którzy potrafią coś ogarnąć) jest słuszna.
Ale branie na sztandar Hyballi jest głupie. Zwłaszcza że za przyczyną tegoż Hyballi pożegnaliśmy sporą liczbę piłkarzy, którzy potrafili od czasu do czasu pograć w piłkę, a zostawiliśmy ludzi, którzy teraz pokazują swój talent w całej okazałości, jak np. Starzyńskiego czy Plewkę. Tak że na sam koniec okazuje się, że chłop był wariatem, nie potrafił dobrze ocenić potencjału piłkarzy, nie poradził sobie nigdzie indziej, a taktycznie jego gegenpress działał jakiś miesiąc, po którym co bardziej ogarnięci trenerzy już wiedzieli jak się ustawić tak, że on nie wiedział co się dzieje na boisku, ale ponieważ kazał zapier*alać i śmiał się z gwiazd, ale jakimś cudem fakt, że kazał biegać niweluje w ocenie niektórych osób wszystkie te wady. Rozumowanie podobne do tego, że Dawid był idealnym prezesem, bo wprawdzie rozpieprzył klub sportowo i finansowo, spadł z ligi z budżetem na spokojny środek i nie potrafił niczego zbudować, ale miał dobre relacje ze sponsorami i się przepracowywał. No nie, tak to nie działa. Miał za dużo wad, żeby jedna zaleta uzasadniała trzymanie go na stanowisku.