|
Do utraty bramki graliśmy typową brzęczkowszczyzne. Jak powiedział Szot w wywiadzie utrata bramki dała im impuls. To może w ogóle umówmy się, że zaczynamy mecz od wyniku 0:1. W końcówce siedli kondycyjnie jak zwykle, dowieźli wynik jak nie zwykle.
Zwycięzców się podobno nie sądzi,to tylko pozytywy.
Fernandez - dwie bramki. Ciul tam, że mógł jeszcze trzy strzelić.
Szot zdecydowanym zwycięzcą zawodów. Nie dlatego, żeby okazał się być drugim Baszczyńskim czy nawet stwarzał na to nadzieje. Zagrał powyżej oczekiwań (prawda, że bardzo niskich), ale przede wszystkim poprawił swoją grę. To trend odwrotny od tego, który obserwowaliśmy od dłuższego czasu, że ktoś się pokazywał, jeden dwa mecze dobre a potem zjazd formy. Z drugiej strony przeciwnik był jaki był z trenerem którego warsztat znamy aż za dobrze. Zobaczymy z czy będzie to trwały trend, czy tylko wyskok.
Na plus też Skrobański.
|