stary dziad napisał(a):

|
Przejdźmy więc do zagadnienia merytoryki. Tu brak rzeczywiście realnej wiedzy czy TJ chodzi o to że powinno się ten problem rozwiązać w inny sposób (nie poprzez wprowadzenie kolejnej pożyczki ale np wyemitowanie kolejnych akcji ) czy o coś innego. Ale jeśli tak jest to powinien szybko zaproponować jakąś inną konstruktywną propozycję która poddana zostanie głosowaniu. A jeśli nie przejdzie to winien podporządkować się woli większości. I koniec tematu.
|
Merytoryka jest ściśle powiązana z tłem historycznym. Kiedy trio wchodziło do Wisły, robiło to kierując się ułańską fantazją żeby ratować klub (i wieczna chwała im za to), ze świadomością, że mogą nigdy nie odzyskać kasy i bez zamiarów właścicielskich.
Wszyscy to akceptowali i wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że to ma być stan tymczasowy, niejako "powiernictwa", żeby uporządkować bieżące sprawy i przygotować spółkę do sprzedaży, bo i trio, i wszyscy inni wiedzieli, że trio nie ma kasy na to, żeby do Wisły stale dopłacać. Krótkoterminowe pożyczki, żeby utrzymać spółkę na powierzchni - tak. Długoterminowe utrzymywanie spółki, zwłaszcza w przypadku gdyby przydarzył się spadek - nie.
Wszyscy to wiedzieli, trio też musiało wiedzieć, że gość, który właśnie skończył zarabiać w poważnej piłce nożnej, gość, który jest "tylko" menedżerem w cudzych biznesach i gość, który ciągle jest na etapie deficytowego start-upu, którego finansowanie uzależnione jest od tego, czy inwestorzy dosypią kasy - to nie był, nie jest i nie będzie odpowiedni materiał właścicielski, bo to po pierwsze nie ta skala, po drugie oni wykładają pieniądze ze swoich oszczędności, które nie są niewyczerpane. Oczywiście - i tak nieporównywalne z potencjałem TS-u, który sam wymagał dofinansowania, a co dopiero mówić o tym, żeby utrzymywał SA.
Przekazywanie "własności" SA na rzecz trio było więc taką tymczasową umową, za którą cały czas stało domniemanie tymczasowości, chłopaki biorą to, bo mają lepszy potencjał na
doraźne prowadzenie klubu, finansowo - mogą coś od czasu do czasu dorzucić (ale w formie zwrotnej) i zarządczo - są tam ludzie, którzy liznęli i profesjonalnego sportu (Kuba), i profesjonalnego zarządzania (TJ, JK). Ale ich głównym celem jest znalezienie inwestora
strategicznego, bo oni, z całym szacunkiem, są na to za słabi finansowo.
Co obserwujemy zresztą teraz i o co zapewne nikt normalny nie ma do nich pretensji - nie w takim celu do Wisły wchodzili i nikt nie będzie oczekiwał, że włożą do klubu resztę dorobku swojego życia albo sami się zadłużą w imię ratowania klubu. Dołożyli tyle, ile mogli, a nawet jeśli coś jeszcze mogą, to z tym zarządzaniem będzie to równoznaczne z wyłożeniem w błoto. W takiej sytuacji każdy z nas powiedziałby dość, a jak nie my, to nasze żony.
Problemy są więc dwa.
Po pierwsze, coś nie pykło w kwestii poszukiwania inwestora. Po przejęciu klubu, które miało być tym ostatnim krokiem na drodze do pozyskania inwestora strategicznego temat właściwie całkowicie zniknął z przestrzeni i publicznej, i wewnętrznej rynku M&A. W 2020 była pandemia - OK. Ale przed poprzednim sezonem już wszystko wyszło na prostą. Z zewnątrz (to tylko domysły) wygląda tak, jakby trio uwierzyło, że ten klub jest po pierwsze za wielki by upaść, po drugie, będzie się na luzie sam utrzymywał z pieniędzy z ligi i od kibiców, więc spokojnie mogą się bawić w budowanie wielkiego klubu pozostając jego właścicielami, obsadzając go swoimi ludźmi i maksymalizując jego wartość. Po cichu ściągnęli dwóch akcjonariuszy mniejszościowych*, którzy mieli dołożyć trochę więcej niż jako sponsorzy, ale tak, aby utrzymać właścicielskie status quo. Finansowe też, bo żaden z nowego trio niczego nie zmienił w potencjale właścicieli do utrzymywania klubu gdyby coś poszło nie tak. A to był dla nich najlepszy moment, żeby znaleźć inwestora strategicznego i odzyskać swoją kasę. Pytanie brzmi czy już na tym etapie była zgodność między członkami trio, bo jeśli ktoś z nich chciał wtedy się wycofać i odzyskać kasę, to jego wku*w może być ogromny, zwłaszcza gdyby ktoś teraz od niego oczekiwał, że dołoży kolejne pieniądze nie mając wpływu na sposób ich wydawania.
Po drugie - trio pokazało, że w tej chwili jako właściciel nie przedstawiają wiele większej wartości niż kiedyś TS. Oczywiście, z zachowaniem wszelkich proporcji. Po prostu już nie mają odpowiedniej kasy (albo woli wydania odpowiedniej kasy), a zarządczo okazało się, że są po prostu słabi, nie rozumieją tego biznesu i - co najważniejsze - nie uczą się na błędach. Wszedł Nowak - który sam jest na etapie nauki tego, jak ta branża działa. A my już nie mamy czasu na naukę kolejnego "świeżaka". Muszą więc znaleźć albo inwestora strategicznego (dużo trudniej niż rok temu), albo odpowiednią grupę małych inwestorów (jeszcze bardziej narażając się na paraliż decyzyjny i konflikty wewnętrzne), albo odpowiednich ludzi, którzy za nich to poprowadzą (póki co nie widać, żeby w ogóle to rozważali). A najlepiej i inwestora/-ów, i administratora/-ów. Ze świadomością tego, że utracą i władzę, i - prawdopodobnie - część zainwestowanych środków. I będą musieli znieść ujmę na honorze - że odchodzą nie w glorii ratowników, ale tym, którzy ostatecznie nie unieśli tematu. To wszystko może być dla nich problem.
I - żeby była jasność - spółka akcyjna polega na tym, że nie ma żadnych mechanizmów, które zmuszałyby akcjonariusza do dorzucania kasy. Nie ma tak, że jakiś akcjonariusz ma się podporządkować woli większości w tym temacie i koniec. Wydaje się też, że żaden z nich nie ma też już nawet moralnego obowiązku dokładania do klubu. Chłopaki już swoje dołożyli. A nawet nie wiadomo, kto odpowiada za te najgorsze decyzje i czy aby na pewno każdy powinien w związku z tym dokładać się "po równo".
Cytat:
|
W mojej ocenie, powinno być tak: sprzedaż akcji po cenie zakupu , całkowity zwrot pożyczki oraz wypłata odsetek. Ale może jest to spojrzenie idealistyczne i sentymentalne choć na pewno w interesie Wisły.
|
Sądzę, że to idealistyczne podejście jest trochę zbliżone do tego, co kiedyś chciał osiągnąć Cupiał, oczekując, że ktoś zapłaci mu za klub i jeszcze zwróci kasę z pożyczek. I równie możliwe do osiągnięcia w praktyce.
Skończyło się tym, że jak przyszło co do czego, to poważni inwestorzy już dawno poszli w cholerę, a Cupiał sprzedał klub oszustowi na skrajnie niekorzystnych i dla siebie, i dla klubu warunkach.
Cytat:
|
Jakby nie było, uważam że dobrze się stało że WN ogłosił to publicznie. Bo problem dojrzał, nie ma co zwlekać a dzięki presji i szumowi jest szansa raczej przyspieszyć ten proces ( bez wnikania w którą stronę on pójdzie). Wisła to mimo wszystko nie korporacja i zasada "ciszy" nie zawsze się sprawdza.
|
Stało się bardzo niedobrze. I nawet nie chce mi się już pisać dlaczego. Póki co wciąż robimy wiele, żeby zamiast promować obraz wielkiego klubu z perspektywami forsujemy w mediach obraz klubu o toksycznej atmosferze na każdym możliwym poziomie, do którego wejście w obecnych warunkach oznacza same problemy.