|
Oprócz tych wszystkich trafnie powyżej opisanych problemów - myślę, że jednym z głównych jest to, że Brzęczek cały czas żyje w iluzji tego, że jest świetnym fachowcem, a w osiąganiu doskonałych wyników zawsze przeszkadza mu cała reszta świata: źli piłkarze, sędziowie, kontuzje, sraczka u klubowej sprzątaczki, kurs Yena japońskiego i wojna w Somalii. Od pół roku to samo pieprzenie, a przegrywamy non stop w dokładnie ten sam sposób.
To tak samo toksyczny facet, jak Błaszczykowski, który twierdzi, że jego jedyną winą przy spadku Wisły było to, że nie wyleczył kontuzji. Rodzinne, najwyrażniej. Jeżeli nie widzi się swoich wad i błędów, to można najwyżej prowadzić sobie jednoosobowe kółko drapania się po rowie, a nie tak wielki klub, jakim jest Wisła Kraków.
Niestety zapewne skończy się tak, że Wujek dostanie jeszcze więcej władzy przy managerce, trasferach i skautingu, a na koniec sezonu oddtrąbią, że ósme miejsce było sukcesem na miarę możliwości, bo sezon był ciężki i przejściowy, a w przyszłym roku "zrobimy wszystko, żeby Wisła wróciła na należne jej miejsce."
Właściciele, z Błaszczykowskim na czele, mają się oczywiście za wielkich zbawców klubu, ale na tę chwilę to tacy zbawcy, co ratują Cię kiedy toniesz, a póżniej spuszczają Ci na brzegu wpierrdol.
|