Ale ja nie chcę drużyny, która wygrywa po 5-0. Chcę drużyny, która robi punkty, żeby awansować do ESA. Problem polega na tym, że mamy drużynę, która po objęciu prowadzenia znacznie lepiej zabezpiecza wynik próbując dalej mieć piłkę i grać w piłkę, niż ustawiając tą "legendarną szczelną defensywe". Przecież w meczach z Chrobrym i Puszczą to było tak widoczne, że aż oczy krwawiły.
Warto byłoby się zastanowić czy zbudowaliśmy kadrę, w której większość zawodników czuje się lepiej z piłką czy bez? Czy mentalnie jest to materiał ludzki, który dobrze znosi oddawanie inicjatywy przeciwnikowi? Czy budowanie drużyny, która najpierw ma przepchnąć autobus w polu karnym przeciwnika, a następnie być skuteczna i zdyscypilnowana w żelaznej defensywie jest tak proste jak wydaje się Tobie, a co istotniejsze chyba również Brzęczkowi? Czy poświęcanie całości jednostek treningowych na "szczelną defensywę", która jest nieszczelna ma sens? Czy brak schematów w ataku pozycyjnym nie bierze się właśnie z tego, że całą pracę wkłada się w "szczelną defensywę"? Czy jest to słuszne kiedy po zawaleniu się "szczelnej defensywy" nie mamy argumentów próbując gonić wynik i mając gigantyczne problemy z konstruowaniem akcji? Czy mentalne siadanie nie bierze się właśnie z tego, że trener sprzedał drużynie koncepcje "szczelnej defensywy", po której zawaleniu się zespół kompletnie nie ma pomysłu co dalej?
3-4 punkty w dwóch kolejnych meczach mile widziane. Następnie refleksja sztabu szkoleniowego w jakim kierunku dalej iść z tym zespołem w trakcie dwutygodniowej przerwy również mile widziana.