Książę Palownik napisał(a):

Broń Boże nie twierdzę, że Katowice zasługiwały na punkty. Mieli jedną dobrą kontrę i tyle.
Problem jest raczej taki, że my w ataku nie mamy konkretów. Jest wymiana podań 30 metrów od bramki i nic z tego nie wynika jeśli sam rywal sobie nie strzeli w stopę.
My strzeliliśmy 7 bramek (w tym dwa karne, strzał życia Żyry w Rzeszowie i jeden farfocel Kudły). Nie jesteśmy drużyną, która jest zdolna występować w pozycji zdecydowanego faworyta.
My nie tworzymy sytuacji: przypominasz sobie, żeby ktoś tu miał pretensje do napastnika, że nie wykorzystał np. dwóch setek? Nikt nie ma takich pretensji, bo żaden nasz napastnik żadnych setek po prostu nie ma. I to się ciągnie od dawna za nami.
|
Z tym absolutnie nie mam zamiaru dyskutować! Tak, tworzymy sobie mało stuprocentowych sytuacji, ale to wynika z wielu rzeczy, zarówno z systemu gry preferowanego przez Brzęczka, ale także np. ciężko mieć pretensje do napastnika, że nie wykorzystuje setek, skoro my tak naprawdę nie mamy napastnika. Są zawodnicy, którzy grają na tej pozycji, ale Żyro np. często schodzi na boki (przyzwyczajenia skrzydłowego), a Fernandez cofa się do środka.
Problem leży też czasami w jakości naszych podań, po prostu dzisiaj zawodnicy Tychów dwa razy bardzo dobrze dośrodkowali, że wystarczyło dołożyć głowę / nogę, my takie zagrania rzadko prezentujemy, ale to nie wynika z systemu gry - bo okazji do dośrodkowań mamy dużo - a z jakości dograń (choć też takie sytuacje były, np. sytuacja Żyry w Rzeszowie).
To z czym się nie zgadzałem w Twoim poście to z tezą, że nasi zawodnicy utracili wiarę po pierwszej straconej bramce, kiedy poprzednie mecze pokazywały coś zupełnie przeciwnego, że nawet nie osiągając miażdżącej przewagi nad rywalem są w stanie wygrać mecz. Moim zdaniem było wręcz odwrotnie, czyli zabrakło 100% mobilizacji i koncentracji. Oczywiście co zawiniło, wiedzą przede wszystkim piłkarze.
Gra była taka, jaka była dotychczas. W pierwszej połowie było widać większą jakość i kontrolę nad spotkaniem, po samobóju się to posypało. Szkoda, myślę, że inaczej by się to wszystko potoczyło gdyby nie ta kuriozalna bramka.