wolfy napisał(a):

|
Serio zespół po totalnej przebudowie i miesiącu treningów nie jest zgrany ze sobą? No szok.
|
A może pora skończyć z mitem zespołu zgranego/niezgranego ze sobą?
To są, kurna, profesjonaliści - znają podstawy swojego rzemiosła, a nawet więcej - nie grają przecież w niedzielę na Błoniach czy pod blokiem.
1. Nauczyli się już kopać w miarę prosto piłkę, uderzać prostym podbiciem czy wewnętrzną częścią stopy
2. Nauczyli się już sposobu gry na swojej pozycji, wiedzą jak się ustawiać w fazie obrony i w fazie ataku, wiedzą jak współpracować z partnerami w poszczególnych fazach.
3. Nauczyli się już różnych elementów taktycznych i różnych ustawień. Trener nie musi im tłumaczyć na czym polega gra, np. lewego obrońcy w fazie ataku w systemie 4-3-3 czy 3-5-2, czy innym.
Do zgrania się w podstawowych wersjach przyjętej taktyki i przyjętego ustawienia wystarczy normalnie jedna jednostka treningowa. Dla tych bardziej tępych może potrzebne są dwie.
Trener w tygodniu przed meczem wskazuje na ustawienie, przyjęta taktykę, jednostkowe zadania poszczególnych graczy i sposób współpracy z innymi.
Ćwiczą to raz, drugi i trzeci. Już wiedzą, co mają zagrać.
Nawet jeśli jeden tępy psuje tak zbudowaną konstrukcję, trener może mu w przerwie lub przy linii jeszcze raz wytłumaczyć, albo zmienić na gorszego technicznie, ale bardziej inteligentnego i gramy.
Wczoraj natomiast nie było widać cienia taktyki.
To nie była kwestia braku zgrania, bo nie było widać żadnej próby schematu, którą niweczyłby brak zgrania.
Było widać grę na alibi, podawanie do najbliższego lub do tyłu, a kiedy się nie dało lagę do przodu.
Było widać chaos i brak jakiegokolwiek pomysłu, brak boiskowej inteligencji, brak jakiejkolwiek myśli przewodniej, która by za tym stała, brak jakiegokolwiek lidera (zwłaszcza w pierwszej połowie).
Nie przyjmuję tezy o braku zgrania, bo to uwłacza już wcześniej nabytym przez nich umiejętnościom czysto piłkarskim (jakie by nie były).
Jeśli to są profesjonaliści (choćby klasy IV i niższej) to tak zwane zgranie nie jest potrzebne.
Mogę zgodzić się ewentualnie z tezą o ciężkich nogach, ale taka nie padła.
Stado baranów prowadzone przez lwa jest groźniejsze od stada lwów prowadzonego przez barana.
Pomijając kwestię tego, że nasi w większości na lwów nie wyglądają, kwestia tego, kto ich w tej chwili prowadzi jest dla mnie co najmniej dwuznaczna.