dawiss napisał(a):

|
A znasz jakiś klub sportowy w którym trener, manager, dyrektor sportowy czy inna osoba z pionu sportowego bierze finansową odpowiedzialność za podejmowane przez siebie decyzje? W jaki sposób chciałbyś to rozliczać? Zły transfer to kara umowna 100k do kasy klubowej?
|
Nie znam żadnego profesjonalnego klubu, w którym działalność sportowa w ostatecznym rozrachunku nie byłaby podporządkowana któremukolwiek z członków zarządu, który bierze odpowiedzialność za podjęte decyzje, wynikającą z przepisów prawa spółek (względnie prawa stowarzyszeń).
Nie chce mi się przy tym nawet opisywać jaka jest różnica w odpowiedzialności zarządu, pracownika czy usługodawcy, ale wiem, że na końcu tego "łańcucha" zawsze jest ktoś, kto jednocześnie podejmuje ostateczną decyzję i w związku z tym ponosi odpowiedzialność za skutki podjętej decyzji. Jeśli decyzja należy do kogoś innego niż odpowiedzialność, to jest to wypaczenie.
To, co w tej chwili zostało nam zaprezentowane jako "podręcznikowe", to jakaś karykatura zarządzania jakąkolwiek organizacją, w której organ zarządzający i biorący za to odpowiedzialność pozbawiony jest jakiegokolwiek wpływu na podejmowane decyzje dotyczące podstawowego zakresu działalności organizacji. To tak nie działa. Choć to pewnie wygodny sposób uniknięcia wzięcia na klatę złego zarządzania przed kibicami.
W każdej organizacji schemat organizacyjny jest taki, że każdy rodzaj działalności musi podlegać pod co najmniej jednego członka zarządu, przy czym najczęściej na górze jest prezes, który bierze odpowiedzialność za wszystkie aspekty działalności.
Tutaj ktoś nam usiłuje wmówić, że pion sportowy funkcjonował sobie a muzom, odpowiadając tylko przed Bogiem i historią. W organach spółki oficjalnie nie ma NIKOGO, komu można byłoby przypisać odpowiedzialność za wpadki w "core biznesie". Nikt nie nadzorował, nikt nie sprawdzał, nikt nie odpowiadał. Zarząd tylko podpisywał co mu podsunęli a rada wyrażała zgodę jak chcieli. Osoby wchodzące w skład organów były tam tylko teoretycznie, żeby zapewnić spełnienie wymogów formalnych. Faktycznie wszystkie kluczowe dla funkcjonowania spółki podejmowali ludzie, którym (w porywach) można przypisać odpowiedzialność do trzykrotności wynagrodzenia i nie ryzykowali nawet tym, że stracą zainwestowane środki (jak właściciele).
Nie wiem, może faktycznie tak to działało. Ale z podręcznikowym zarządzaniem nie miałoby to nic wspólnego.
Cytat:
|
Na spotkaniu zostało powiedziane, że Pasieczny dostał budżet i w tym budżecie miał się poruszać, piłkarzy dobierał wspólnie z trenerem i scoutami, biorąc odpowiedzialność za te decyzje. Ostatecznie te transfery podpisywał zarząd, ale - co również zostało powiedziane - pilnował ich pod względem finansowym, nie sportowym.
|
Powiedziane było wiele rzeczy, których nie chcę omawiać w tym miejscu, bo miały zostać do wiadomości tylko socios.
W każdym razie jeśli mamy oceniać pilnowanie pod względem finansowym, też to wszystko się nie cholery nie spięło przynajmniej w trzech kluczowych transferach, więc nawet i tu jest wtopa.
Cytat:
|
Nie wiem jak to można zrobić lepiej od strony podziału obowiązków w klubie piłkarskim - nie wyszło, czego nie da się ukryć, ale czy to nie powinien być docelowy model?
|
Docelowy model jest taki, że pion sportowy podlega przynajmniej jednemu członkowi zarządu, który nim zarządza strategicznie, podejmuje ostateczne decyzje i bierze za nie odpowiedzialność.
Na przykład ocenia ryzyko czy w danych uwarunkowaniach stać klub na danego piłkarza nawet jeżeli wszyscy znający się na sporcie, ale nieznający się na finansach i niemający całościowego oglądu sytuacji klubu oceniają, że to fajny, perspektywiczny piłkarz, na którym kiedyś będzie można fajnie zarobić. I podejmuje adekwatną decyzję.
Jak w każdej "podręcznikowej" organizacji.