|
Muszę przyznać się do pomyłki. Wczoraj zakładałem, że przez dwa tygodnie się nie będą odzywać, a potem postawią wszystkich przed faktami dokonanymi, bo już nie będzie faktycznej możliwości zmiany ani kluczowych ludzi, ani kluczowych decyzji.
Ale widzę, że chłopaki wreszcie zaczęli uwzględniać w swoich kalkulacjach ryzyko - na wszelki wypadek przyjęli termin czterech tygodni.
Szacun.
|