No co Ty, przecież w następnej kolejce gramy z ósmym zespołem ligi, który ma cały jeden punkt mniej od zespołu, z którym punkt u siebie uznaliśmy za sukces, a w chwili, gdy graliśmy z tym szóstym (obecnie siódmym, ale widocznie z jakichś powodów to akurat pozycja po 26. kolejce ma być wyznacznikiem siły), miał dokładnie tyle samo punktów. Dokładnie ta sama półka, czyli ewentualny remis będziemy musieli znowu uznać za sukces i bezcenny punkt, nawet jeśli tym razem inni nie zagrają "pod nas"?
Mamy czas i odrabianie po więcej niż 1 punkt na kolejkę możemy spokojnie odłożyć do czasu, aż będziemy się mierzyć z zespołami, które mają porównywalną pozycję w lidze i porównywalną liczbę punktów, a nie z jakimiś średniakami?
Niech popatrzę w tabelę - do końca sezonu z przeciwnikiem z naszej półki według pozycji ligowej, skoro drużyna ze środka tabeli podejmowana na naszym stadionie jest poza zasięgiem, zagramy... hmmm... całe dwa razy. Ze Śląskiem (ale na wyjeździe, więc nie wiem czy się liczy) i z Wartą w ostatniej kolejce, bo do Jagi mamy już przepaść sportową jeśli kierować się tabelą (8 punktów), a co dopiero do Cracovii (10). O wygranej z Płockiem (szóste miejsce!) czy Radmiakiem (piąte!) nawet nie ma co marzyć, co najwyżej bezcenny 1 punkt.
Na pewno wystarczy do utrzymania, nie ma co się spinać na jakieś potęgi z szóstego miejsca
______
Tak na serio - bezcenne byłyby tylko trzy punkty. Jeden punkt jest co najwyżej jakoś cenny na zasadzie "jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma".
Na tę chwilę nie wiadomo czy to będzie aż zdobyty 1 punkt punkt (w co chcę wierzyć, bo jestem kibicem) czy jedynie strata 2 bezcennych punktów. Dopiero się dowiemy. Póki co nie ruszyliśmy się z miejsca spadkowego ani o krok, a i w następnej kolejce prawdopodobieństwo tego, że wyskoczymy poza grupę spadkową (oprócz tego, że musimy wygrać z drużyną z ósmego miejsca, Zagłębie musi przegrać u siebie ze Stalą) jest porównywalne z tym, że wyprzedzi nas ktoś z zespołów, które są pod nami.
Doceniam poprawę gry, naprawdę. Ciężko jej nie zauważyć -
tutaj pełna zgoda między nami. To daje bezcenną, ale wyłącznie
nadzieję na to, że w następnym meczu może coś ugramy (o ile nie przestraszymy się zespołu z poziomu Piasta).
Bezcenne na tę chwilę byłyby trzy punkty (z jakimkolwiek zespołem i po jakiejkolwiek grze, dobrej czy złej, tiki-tace a la Barcelona, kontrach a la Real, catenaccio a la Serie A czy obronie Częstochowy i farfoclu, kompletnie bez znaczenia), a nie 1 punkt po dobrej grze.
To był tylko Piast, naprawdę, tylko Piast. Solidny średniak z bardzo dobrym trenerem. Jeśli mamy trząść portkami przed zespołami z szóstego miejsca, to w ogóle nie przystajemy do Ekstraklasy.