dziki napisał(a):

Albo raczej w momencie, w którym skończył się rok jubileuszowy. Dyskusja ciekawa, akcja fajna, zrobiła dużo dobrego PRu wokół klubu i tematu. Niekoniecznie skończyło się to nagłą zmianą optyki w całym środowisku, ale kilka osób zaczęło negować.podejście Cracovii, czytaj 'jesteśmy starsi i ....'. 'Eksperci' są podzieleni, bo i źródła pozwalają na różną.interpretację. Wisła przedstawiła w zeszłym roku sporo ciekawych materiałów, Pasy ograniczyły się do negowania tego między innymi poprzez obrzucanie TJ błotem. Ta dyskusja trwać będzie jeszcze długo.
Najwyraźniej niektórym kibicom Wisły bliżej do strategii Cracovii, czyli do podejścia 'na .... ruszacie temat, przecież to zostało już wyjaśnione'.
A celem marketingu Wisły w tym roku, powinien być jakiś nowy pomysł wizerunkowy. Myślę, że to cholernie trudne, zważywszy na to, że część kibiców przyjęła retorykę.'wynik sportowy, albo smierć', w której jakiekolwiek działania organizacyjne nie równoważą przeciętnego lub słabego wyniku sportowego ad hoc. Nic nie zmieni to, że klub może skończyć na 10 miejscu, albo tuż nad strefą spadkową, bo część kibiców uważa, że klubowi to 'nie przystoi'.
I ani strategia promocyjna na 'ofensywną Wisłę', też nie podejście 'inteligentnego (AI) klubu', albo innych konceptów, które mogłyby być skuteczne, mogą nie zadziałać. Także ciekaw jestem w jakim kierunku to wszystko ruszy.
|
Nie wiem, czy krytyczna ocena całego tego przedsięwzięcia sprawia, że bliżej mi do Cracovii. Ja się jej bliski nie czuje, ale masz prawo do swojego zdania.
Sam pomysł z ruszeniem tematu z okazji jubileuszu - fajny. Ale może wystarczyło opublikować na ten temat jeden artykuł, ewentualnie wydawnictwo zbiorowe i postawić fajną multimedialną stronę internetową, a nie wyskakiwać z tekstami co tydzień z każdej lodówki. I może więcej do powiedzenia mogliby mieć w tym zakresie historycy niż wiceprezes Wisły. A już na pewno wiceprezes zainteresowany historią klubu mógłby nie wdawać się w przepychanki słowne i uszczypliwości pod adresem Cracovii (to fajne, że podjął temat, że jest jego konikiem, ale trzeba to robić z klasą; zresztą najbardziej boli obojętność).
A wisienką na torcie mojej irytacji było to, że wiceprezes zajmował się tym tematem, kiedy niespecjalnie idzie nam sportowo. Nie tylko dlatego, że mamy pecha, małe możliwości i co tam jeszcze (choć tak jest i to zrozumiałe), ale także dlatego, że można klubem od strony sportowej zarządzać trochę lepiej.
Tak że pozwól, że już nie będę zaznaczał, że wspaniale, że ktoś klub uratował, że się nim zajmuje i co tam jeszcze, bo wiadomo, że tak; że nie będę podkreślał, że nikogo nie obrażam, bo parę osób zasługuje na szacunek. Wracam do życzliwej złośliwości (o, to fajne hehe) dotyczącej spraw bieżących.