|
Senior Member
Offline
|
|
Cytat:
Jesienią Biała Gwiazda, kolejny już raz, należała do największych rozczarowań Ekstraklasy. Zima upłynęła jej na zarabianiu na transferach. Ostatnie lata przyzwyczaiły kibiców, by emocjonować się wszystkimi dobrymi dla budżetu informacjami. Może pora już jednak ponownie zacząć traktować Wisłę jak normalny klub, w którym najważniejsze jest to, co na boisku?
W wyemitowanym niedawno dokumencie Amazona - Bayern Monachium. Kulisy legendy, Uli Hoeness z rozrzewnieniem wspomina 1984 rok, gdy jako początkujący menedżer sprzedał Karla-Heinza Rummeniggego do Interu Mediolan za rekordowe 5,7 miliona euro. - Milion z tego wydałem na Lothara Mattheusa, pół miliona na
Rolanda Wohlfahrta, a za trzy miliony spłaciłem wierzycieli, a resztę odłożyłem na konto. Od tego momentu Bayern nie miał już nigdy nawet centa długu prężył się zasłużony działacz. Bayern to w świecie futbolu ewenement. Nazywa się go najzdrowiej prowadzonym klubem. Podczas gdy cała reszta światowej elity działa na kredyt, dojąc banki albo swoich bogatych mecenasów, Bawarczycy mają rezerwę oszczędności, po którą sięgają w razie potrzeby. Czasem jednak i tam trzeba przypominać, że są klubem piłkarskim. Znane jest powiedzenie Franza Beckenbauera, który w 2007 roku przerwał debaty, czy lepiej kupić Lucę Toniego, czy raczej Miroslava Klosego, hasłem: Nie jesteśmy bankiem. Kupmy obu!. Bayern to zrobił i w następnym sezonie odzyskał utracone na rzecz Stuttgartu mistrzostwo Niemiec. W efekcie, wydanie jednego lata 90 milionów euro, okazało się bardziej racjonalne niż zainwestowanie rok wcześniej tylko 24. Bo z nowymi piłkarzami Bayern wrócił do Ligi Mistrzów, w której zabrakło go sezon wcześniej. Choć strategia Bayernu intuicyjnie wydaje się sensowna i racjonalna, bo budżety domowe i własne firmy staramy się prowadzić tak, jak on, w świecie piłkarskim rzadko przynosi sukcesy.
W Futbonomii Simona Kupera i Stefana Szymanskiego jest obrazoburczo brzmiący rozdział "Najgorszy interes na świecie, czyli dlaczego kluby piłkarskie nie zarabiają (i nie powinny zarabiać)". Dwaj ekonomiści zgadzają się z padającym często z ust właścicieli klubów życzeniem, by prowadzić klub tak, jak przedsiębiorstwo, tylko pod względem racjonalności procesu decyzyjnego czy rekrutacji. Jednak nie pod względem podejścia do bilansu zysków i strat. Udowadniają, podając liczne przykłady, że działacze, którzy próbowali prowadzić kluby, kierując się w pierwszej kolejności finansami, a w drugiej wygrywaniem meczów, w wygrywali mniej meczów i w efekcie tracili finansowo. Dzieje się tak dlatego, że zawsze będą jacyś właściciele konkurencyjnych klubów, którzy nie zwracają uwagi na zyski i zapłacą każde pieniądze, aby tylko wygrać.
Właściciele wszystkich innych klubów muszą dotrzymywać im kroku. Jeśli któryś z nich nie będzie wydawał dużo na transfery i wynagrodzenia, zrobi to ktoś inny i to ten ktoś zdobędzie najlepszych zawodników oraz trofea.Każdy klub, który próbowałby osiągnąć maksymalny zysk, spadłby prawdopodobnie z ligi, ponieważ nie wydałby odpowiednich sum na zakup dobrych zawodników. A jeśli spadłby z ligi, straciłby większość przychodów. Piłka nożna staje się więc wyścigiem zbrojeń: każdy klub wydaje więcej niż może, ponieważ obawia się swoich sąsiadów.
|
Michal Trela na Newonce.
Ostatnio edytowane przez majkelson777 : 29.01.2022 o godz. 12:16.
|
|