czaro napisał(a):

No ok, ale nie do końca. Kieszka wzięliśmy nie jako trenera ani jako chodzący podręcznik dla Biegańskiego (chociaż to drugie mogło być/było/miało być/jest jego atutem), ale przede wszystkim jak piłkarza. Inaczej wzięlibyśmy kogoś fachowego, ale tańszego.
Kieszek pewnie spełniałby taką rolę, gdybyśmy stali lepiej finansowo i nie musieli się na niego szarpać, a Biegańskiego w pierwszym składzie od początku bylibyśmy pewni. Według plotek i wyobrażeń jednak się szarpnęliśmy, Kieszek przedstawiany też był jako gracz do pierwszej jedenastki (dlatego też do niej automatycznie po przyjściu wskoczył, dopiero później Biegański odzyskał miejsce).
|
Ja się zgadzam, że bardzo fajnie by było, gdyby Kieszek błędów tego kalibru nie popełniał i grał pewnie, emanował spokojem i wygrywał nam mecze. Ale wtedy prawdopodobnie dalej grałby w Portugalii, czy nawet Hiszpanii. Może tam siedziałby na ławce i wchodził na tamtejsze puchary.
Widać ktoś uznał, że bierzemy gościa, od którego Biegański będzie mógł się uczyć na treningach, który doradzi, coś podpowie itp..i też jak potrzeba to zagra. I tu pojawia się dysonans, bo zapewne liczono, że Kieszek będzie grał słabiej/znacznie słabiej niż w szczycie swojej kariery, ale doświadczenie pozwoli mu utrzymywać stałą, stabilną, rzetelną formę.
A tu się stało inaczej, że Kieszek czasami ratował nam mecz, a czasami przegrywał. Nie wiem - nie byłem bramkarzem, nie wiem co mu siedzi w głowie, jak to jest ze starzeniem się bramkarzy itp. Mogę sobie tylko snuć teorie.
Jednakże - jeżeli już te teorie snujemy - to myślę, że nie jest niemożliwe, że duża część rozwoju Biegańskiego, która miała miejsce w tym sezonie, to też zasługa Kieszka