Jagul napisał(a):

Dziki z całym szacunkiem ale wszyscy wymienieni zawodnicy pobierali wynagrodzenie, więc argumentowanie wszystkiego długami jest absurdalne.
Jak na dłoni też widać co się sprawdza najlepiej. Solidni sprawdzeni w ekstraklasie ligowcy, a nie szukanie szrotu za Kaukazem albo po pubach na Ibizie. Ewentualnie ściąganie kogoś z jakąkolwiek renomą (Frydrych, Turgeman) ale i tutaj się można przejechać (Beqiraj).
|
Wiadomo, że pobierali wynagrodzenie. Ale ile z tych transferów było transferami gotówkowymi? Przytłaczająca większość to było podpisanie zawodnika z kartą na ręku. A to oznacza, że wybierasz spośród bardzo ograniczonej puli graczy, szczególnie w kontekście jednego kraju i może dwóch lig (Ekstraklasa + 1 liga). A dodać trzeba, że o każdego gracza, który ma cokolwiek proste nogi i jeszcze potrafi trzy podania wymienić, rywalizujesz z prawie każdym ligowcem. I prawie każdy ligowiec â przynajmniej w tych pierwszych etapach, czyli dwóch pierwszych latach Trójcy â może cie przebić ofertą. Może niekoniecznie pieniędzmi, bo jednak jakiś ten budżet płacowy mieliśmy w prawie każdym okienku, ale przede wszystkim stabilnością w kontekście historycznym. I w takiej sytuacji, a dodatkowo z palącym lontem długu, rozglądasz się po innych rynkach. Rynki zachodnie w dużej mierze odpadają ze wzgledów finansowych, więc próbujesz: Bałkany, Czechy i Słowacja, albo rynek bliskiej Azji.
I w takim kontekście taki Beqiraj, Kone, Mawutor, Radakovic, Medved czy Kuveljic okazywali się byc przecinkami w historii futbolu, bo jednak okazało się, że z jakichś względów nigdy nie lądowali w porządnych klubach (poza Beqirajem, który wraz z przyjściem do nas zgubił całe doświadczenie i umiejętności, i Radakovicem, który fatalny nie był, ale te wypożyczenia ze Sparty skądś się wzięły). I te 'jakieś.względy' wychodziły w Wiśle: na ambicji nie da się utrzymać formy (Mawutor), do gry w obronie trzeba mieć trochę więcej zmysłu taktycznego (Kone), talent za dzieciaka nie oznacza dobrego gracza wśród zawodowców (Medved, Kuveljic). Z tego zaciągu sprawdził się.Zhukov, Frydrych, Skvarka (do pewnego stopnia) i w jakiejś mierze Mehremic (te pierwsze półrocze). Przeciętnie, albo bezbarwnie â ale też nie fatalnie â póki co Hanousek i Kliment. To na te kilkanaście prób i tak nie bardzo zła średnia.
Bo zasiłki z Polski to właśnie wynik tego mojego wywodu. Spójrz: Młyński, Sobol, Uryga, Rosa, Biegański, Kieszek, Wachowiak, Abramowicz, Hołownia, Niepsuj, Mak, Janicki, Szota, Pawłowski, Zdybowicz, Peszko, Kuba, Burliga, Klemenz, Balicki. Na liście masz trzy grupy:
- Emerytów (Kuba, bo sobie zechciał wrócić i chwała mu za to; Peszko, bo miał gdzie odcinać ostatnie kupony z kariery; Burliga, bo to był jego klub). Sprawdził się każdy w jakimś stopniu.
- Dzieciaków z gatunku 'mogą, ale nie muszą (Sobol, Młyński, Biegański, Wachowiak, Szota, Zdybowicz, Balicki i na odczepnego wypożyczony Hołownia). Sprawdził się Biegański i Szota, Zdybowicz i Balicki zostali szybko zweryfikowani, a na Wachowiaka, Młyńskiego i Sobola jeszcze czekamy.
- i ligowców, których niektórzy nazywają.Dżemikiem, bo trzeba było łatać dziury kimkolwiek (Abramowicz, Niepsuj, Mak, Janicki, Pawłowski, Klemenz). Sprawdził się Klemenz? może, bo coś za transfer jeszcze wpadło. Mak? Janicki? kilka przebłysków całej tej ekipy?
Trójka z nich to już przemyślane transfery w momencie, w którym mieliśmy jakąś pozycję negocjacyjną (ostatnie pół roku). To Rosa (jako 3 bramkarz za Buchala), Kieszek (do rywalizacji z 19-letnim bramkarzem) i Uryga (bo to jego klub). I z tymi ostatnimi już nie były podpisywane umowy półroczne, roczne, rocznę w opcji 1+1 etc, jak z większością wyżej wymienionych (poza dzieciakami i 'pewniakami' z gatunku Frydrycha i Yeboaha).
Mogę się założyć, że staraliśmy się co najmniej o kilku kolejnych Polaków do grania na już, albo na za chwilę. To, że tu nie wylądowali, świadczy o pozycji Wisły w negocjacjach w ostatnich latach, tyle.
Ale wiesz â to wciąz tylko moja opinia. Też nie lubię tego, że mamy pociągi grajków ściąganych tylko po to, żeby łatać dziury. Ale jeśli długoterminowo to miało nam zapewnić szansę na utrzymanie, pospłacanie długów i powolne budowanie ekipy od nowa, to zagryzienie zębów nie było takie złe.
EDIT:
A jeśli wierzyć Gazecie Krakowskiej, taki Kaput nie przyszedł tutaj, bo obawiał się presji.