skarabeus napisał(a):

MaLk
Nie mamy wgladu w dokumentu, a jedynie w dane ogolno dostepne. Nie znamy warunkow ugod i warunki splat dlugu. Wiemy ze on jest. Wiemy tez, ze od lat zaden zawodnik od nas za duze pieniadze nie zostal sprzedany. Klub walczy o utrzymanie wiec ciezko oczekiwac, aby obecna kadra byla cos warta, cos wiecej niz wspomniane dlugi.
Ktos kto przejalby klub przejmuje przede wszystkim dlugi. Wszystko inne to sa rzeczy niematerialne i podlegaja indywidualnej ocenie, a nie realnej twardej wartosci. Ktos kto jest optymista oceni marke, nazwe, logo wysoko, a ktos kto uwaza ze to nie jest duzo warte nisko. Kwestia perspektywy i celu inwestycji. Ja oceniam z punktu widzenia potencjalnych zyskow. Owszem, Wisla moze dawac niezla dywidende, ale jest obarczona ryzykiem sportowym, ktore nie jest przewidywalne (patrz Legia).
|
W ogóle nie odpowiedziałeś na zadane pytanie...
Jeśli oceniasz dochodowo (z punktu widzenia potencjalnych zysków), to dlaczego liczysz to majątkowo? To fundamentalny błąd pomylenia dwóch podejść do wyceny.
Z perspektywy zysków (współcześnie raczej generowanych przepływów pieniężnych, nie zysku jako takiego), nie robisz porównania wartości aktywów i zobowiązań, tylko patrzysz na długookresową zdolność podmiotu jako takiego do generowania określonego poziomu dochodu ekonomicznego na działalności operacyjnej i korygujesz (zdyskontowany ryzykiem) zsumowany dochód ekonomiczny o dług netto (ale tylko finansowy oprocentowany).
Przykładowo jeśli chodzi o zdolność do generowania dochodu ekonomicznego, to bez znaczenia jest np. tytuł prawny (własność czy długoletnia dzierżawa) do bazy treningowej - liczy się tylko to, że podmiot może z niej korzystać w działalności operacyjnej i jakie koszty w związku z tym ponosi. Nie patrzysz na to, ile jest warte logo gdyby je sprzedawać chętnemu na rynku (komu?), ale ile dzięki niemu możesz wygenerować dodatkowego dochodu/CF rocznie. Nie patrzysz na to, ile jest warta cała kadra gdyby zrobić jej wyprzedaż na już, tylko ile z kadrą na tym poziomie sportowym możesz ugrać kasy z ESA i z biletów, zakładając normalne ruchy transferowe co okienko. Itd. W dużym skrócie - oceniasz wartość klubu przez pryzmat jego normalnego funkcjonowania w lidze w perspektywie długoterminowej. Sumowanie wartości majątku i długów do spłacenia to nijak nie jest ocena z punktu widzenia potencjalnego zysku, chyba że ktoś kupuje klub tylko po to, żeby go za chwilę zlikwidować. Ale i wtedy nie będziesz miał żadnych ujemnych wartości, tylko w najgorszym wypadku zero, bo dług jest długiem spółki, nie akcjonariuszy - kończy się na upadłości i akcjonariusze nie dostają nic, ale też nic nie muszą spłacać.
Ty robisz jakiś misz-masz niby dochodowy, a w praktyce majątkowy, a nie nawet przymiarkę do wyceny. Sorry, nie ma w tym nic zawodowego.
Pomijam przy tym już samo początkowe błędne założenie inwestycyjne. Klubów sportowych praktycznie nie kupuje się na rynku po to, aby generowały zyski. Nie są normalnymi przedsiębiorstwami, gdzie prowadzona działalność jest narzędziem do osiągania celu w postaci zysku. W klubach sportowych jest dokładnie odwrotnie - zysk (czy generowane strumienie pieniężne) są środkiem do osiągniecia celu w postaci sukcesu sportowego. W praktyce rynkowej klub sportowy kupuje się właśnie po to, żeby do niego dokładać i brandzlować się sukcesem (jeśli się dołoży wystarczająco dużo, z sensem i odrobiną szczęścia), a nie po to, żeby liczyć na dywidendę.
Po to kupował Wisłę Cupiał, Polonię Wojciechwski, Abramowicz Chelsea, Arabowie ManC czy PSG itd. Tak samo działało to przy emisjach Wisły czy wchodzeniu na giełdę BVB, nikt nie myślał o zysku, tylko o tym, żeby klub przetrwał i dalej grał o najwyższe cele. Nawet Filipak kupił Cracovię nie po to, żeby na niej zarabiać (i nie zarabia, tylko dokłada), ale dlatego, że uznał, że pewnych kręgach biznesowych wypada mieć klub jak inni, tak samo jak wypada mieć samolot. Mało tego, nawet Solorz czy Bekdas nie kupowali klubów patrząc na zyski z ich działalności - chcieli przy okazji ugrać inne kąski inwestycyjne.
Transakcje, w których ktoś liczy na zysk z klubu to wyjątki na rynku, tak samo zresztą jak kluby, które generują sensowne (inwestycyjnie) zyski.