Budynki są.własnością TS, ale Wisła od jakiegoś czasu jest jednym stowarzyszonym podmiotem, mającym niezależność finansową na poziomie SA i TS. Przy ewentualnej sprzedaży SA musieliby rozwiazać kwestię współzależności między podmiotami. Dużo sensowniej w takim kontekście wygląda rozproszony akcjonariat, w którym większościowi udziałowcy mają prawo decyzyjne w spółce akcyjnej. W takim kontekście ktokolwiek miałby potencjalnie przejmować Wisłę.w przyszłości, przejmowałby ją od Jarka, Tomka i Kuby – lub częściowo od któregokolwiek z nich. Jak się ma do tego prawna współzależność z TS-em, ciężko dociec, ale de facto *to* jest potencjalnym ograniczeniem sprzedawania spółki. Przy czym, to że właścicielem obiektu jest siostrzana spółka, a jedynym sensownym operatorem stadionu własnie SA (nie wiem jak wyobrażasz sobie inny sposób eksploatacji tej działki przez miasto bez realnego wyzerowania stadionu, co wiązałoby się z nieziemskim poruszeniem społecznym) sprawia, że de facto nabywając akcje spółki uzyskujesz prawa do użytkowania zarówno budynków klubowych jak i infrastruktury stadionowej (przy której, jak sądze, trwają pracę, zeby w całości przejąć.zarządzanie obiektem). To jest kapitał spółki. Dług wewnętrzny, o którym wspominasz, to *dosłownie* dług wewnętrzny w tej strukturze. De iure Wisła SA jest dłużnikiem Wisły TS, stanowiąc jeden podmiot. To jest *tylko i wyłącznie* kwestia podatku, który należy uiścić od kwoty długu. Przy potencjalnej sprzedaży tylko *zła wola* mogłaby doprowadzić tu do syfu, a to wiązałoby się raczej tylko z założeniem jakiejś.formy wrogiego przejęcia.
Po drugie 'szukanie kupca' nie jest równoznaczne z czynnym wysyłaniem ofert do każdego podmiotu potencjalnie zainteresowanego inwestycją w sport. Trójka póki co udowadnia, że jest zainteresowana prowadzeniem spółki SA i *potencjalną* sprzedażą, jeśliby znalazł się.sensowny inwestor. Mogłoby to np. oznaczać odsprzedanie części akcji i pozostawienie pewnego akcjonariatu we własnych rękach. To zupełnie inne prowadzenie biznesu niż tworzenie spółki *pod sprzedaż*. Jedno zakłada, że robisz wszystko co w twojej mocy, ażeby usprawnić.spółkę i *ewentualnie* oddać ją pod młotek, jeśli oferta będzie sensowna. Druga zakłada, że clue twojej działalności to własnie oddawanie spółki pod młotek, czyli zerowanie finansów, cięcia, restrukturyzacja – słowem, to co robił Obidziński jak był u nas. Jedno z drugim może wyglądać na podobny model prowadzenia biznesu, ale na pewnym etapie te podejścia rozchodzą się.
Po trzecie, podkreślam raz jeszcze – 13 milionów długu *nie jest równoznaczne* z wartością spółki. Wiadomo, możesz teraz wyjść na ulice i zapytać ile ludzie byliby w stanie zapłacić za spółkę z długiem i czy jest to wartośc wykraczająca poza kwotę długu. Jeślibyś.nabywał np. spółkę w rodzaju Kodaka z długiem na poziomie np. 10 mln dolarów; bez infrastruktury, ale z całym zapleczem ludzkim, patentami, wiedzą technologiczną etc., to wciąż kupujesz spółkę, której wartość wynosi -10mln dolarów + wycena całej reszty nabytego kapitału. I tak należy podchodzić do Wisły. Zachowując proporcję – myślisz, że wycena Newcastle (£300mln?) to wycena infrastruktury, zespołu ... i tyle?