Drozd napisał(a):

|
Chłop w trzy dni zmienił oblicze drużyny.
|
Co oznacza, że był to efekt marketingowy, impuls i nic więcej. Kompletnie.
Gdybym miał rzeczywiście oceniać umiejętności TRENERSKIE Hyballi, to tylko po przepracowaniu minimum jednego okresu przygotowawczego i rozegraniu minimum jednej rundy, a nie po meczu nazajutrz po zwolnieniu poprzedniego trenera. Umiejętność przygotowania fizycznego zespołu, umiejętność ustawienia drużyny, umiejętność wykorzystania potencjału piłkarzy, umiejętność reakcji na sytuacje boiskowe, umiejętność rozpracowania przeciwnika i neutralizacji jego atutów, relacje interpersonalne, itp., itd. Takie rzeczy się ocenia u trenera, a nie to, czy na drugi dzień po jednym treningu postanowili powalczyć w meczu do upadłego. Chwilowo.
Z tego, że przyszedł z marszu i bez przepracowania z nimi udało mu się wzbudzić w nich motywację do walki nie wynika nic innego ponad to, że piłkarze potrzebowali impulsu z zewnątrz, a wygrali te mecze sami, bo on nie mógł w tym czasie zmienić nic poza chęcią gry. A o tym, jak krótkotrwały i mało stabilny był to efekt świadczył mecz z Piastem, gdzie wystarczyły dwa gongi i cały entuzjazm oraz pewność siebie poszły się ***, a układanka posypała się jak domek z kart. Czyli nawet w tym, co miałoby być jego najsilniejszą stroną, czyli w motywacji, wcale nie okazał się jakimś cholera wie jakim gierojem. Nie wspominając o tym, że taki z niego motywator, że jakoś nigdzie piłkarze nie chcą już dla niego walczyć.
Jeśli mamy szukać trenera, którego umiejętności sprowadzają się wyłącznie do kwestii wzbudzania wśród piłkarzy entuzjazmu do gry w najważniejszych meczach, to po pierwsze nijak nie wystarczy i to jest droga donikąd, po drugie nawet za Guli piłkarze też się spięli na najważniejsze mecze, bo z Cracovią i Legią też dawali z wątroby. Pytanie brzmi czy to rzeczywiście zasługa trenera, czy wszelkich innych okoliczności przyrody, które przekonały ich, że "teraz trzeba".
Cytat:
|
My musimy wrócić do mentalności zwycięzców. Co nie znaczy że mamy wszystko wygrywać. MAMY CHCIEĆ WYGRYWAĆ
|
OK, zgoda, jest tylko jeden drobny problem. Mentalność zwycięzcy buduje się zwycięstwami, a nie tym, że ktoś ci powie, że jesteś zwycięzcą, chociaż w kolejnym meczu zaliczasz wpier*ol.
Nigdy nie będzie tak, że zbierzesz drużynę (z odpadów), powiesz im, że są zwycięzcami i załatwione. Nawet jeżeli to zadziała krótkoterminowo, raz czy drugi, jak zorientują się, że przegrają jakiś mecz, to wszystko pryśnie i rozleci się, a efekt porażki będzie podwójnie destruktywny. Zorientują się nie tylko, że nie są wcale tacy dobrzy, jak im wpajałeś. Zorientują się, że opowiadasz głupoty. Przestaną wierzyć i w siebie, i w to, co ty im opowiadasz. To nie jest ta droga.