|
W tej lidze bylo juz pelno zawodnikow o renomie znacznie zawyzonej wzgledem rzeczywistych umiejetnosci. Jednosezonowcow, ktorzy do konca kariery jechali na latce przyklejonej po kilku dobrych meczach, ale jak babcie kocham fenomenu Sadloka i tak nie potrafie zrozumiec. Jak tak slaby pilkarz mogl przez pare lat uchodzic za solidnego ligowca z zajebistym strzalem i rzekomym potencjalem na reprezentacje to nie pojmuje. Przeciez on takie numery jak wczoraj odwalal juz w swoim pierwszym - najlepszym sezonie w Wisle, bo kazdy kolejny to systematyczny zjazd.
Mam przed oczami identyczne zagranie wszerz boiska i Smude jadacego po Macku jak po burej suce. No ale wowczas nie bylo czerwieni ani gola dla przeciwnika, no wiec sie upieklo. Tak wlasnie po czesci tlumacze sobie fenomen Sadloka. Przez lata malo kto zwracal uwage na mase jego bledow, zle ustawianie sie, brak powrotu do obrony itd. jesli tylko nie padaly z tego bramki.
I w tym gosc w sobie tylko znany sposob byl mistrzem. Z samej liczby jego baboli powinno padac duzo, duzo wiecej goli dla przeciwnikow, choc na nasze szczescie padalo ich stosunkowo malo. A jak juz padaly to wina i tak czesciej spadala na tych, ktorzy bez skutku te bledy probowali asekurowac z Klemenzem czy Janickim na czele. I zeby nie bylo ze ich bronie, bo rzecz jasna swoje za uszami tez mieli, tyle ze z nimi nikt sie nie .......il i szybko pokazano im gdzie sa drzwi.
Zreszta wystarczy poczytac wolfyego. Zero krytyki wobec Macka, zamiast tego pietnowanie naszego najlepszego obecnie obroncy Frydrycha. Jednym slowem nic sie nie stalo, hej Maciek nic sie nie stalo !
Ostatnio edytowane przez prezes : 21.11.2021 o godz. 14:03.
|