Drozd napisał(a):

To wytłumacz dlaczego do meczu z Mielcem za Hyballi ten szrot potrafił walczyć i miał wyniki, skoro tacy słabi byli i są? Nie wygrywali wszystkiego, czasem mieli farta, ale żeby z nami wygrać przeciwnik musiał się namęczyć. A teraz co? Nie widzisz różnicy?
I nie pisz że potrzeba czasu, bo Hyballi wystarczyły dwa treningi żebyśmy wyglądali zupełnie inaczej w derbach. Tylko grajki muszą chcieć słuchać i potem to realizować.
|
Era Hyballi skończyła się po 5 wiosennych kolejkach. Potem zostaliśmy rozczytani i rozbrojeni. Oczywiście za jego kadencji Wiśle trudniej strzelało się bramki, ponieważ nie graliśmy tak "otwartej" piłki, ale ostatecznie skończyło się jak zawsze. Zawiodła słaba kadra. A Niemiec, któremu wydawało się, że przyjechał do piłkarskiego III świata i wystarczy, że przegoni bardziej piłkarzy, żeby zdominować ligę, nie wytrzymał ciśnienia i... wiemy jak to się skończyło...
Potem odrealnione władze klubu doszły do wniosku, że chcemy wrócić do "Krakowskiej piłki" i naszego DNA. W tym celu sprowadziliśmy utalentowanego Słowackiego szkoleniowca i kilku piłkarzy z pobliskiego bazaru, którzy zechcieli tu przyjść (ponoć za kadencji tria przez klub przewinęło się 40 zawodników). Każda osoba, która twardo stąpa po ziemi mogła podejrzewać jak to się skończy. I się skończyło, a właściwie trwa. Nie wiem jaki w tym wszystkim jest % winy Guli, ale to nie miało prawa się udać.
I tu dochodzimy do sedna. Zgadzam się z tobą, że zapieprzanie to podstawa, ale jeśli ktoś ma tak ambitny plan, jak my i chce grać miłą dla oka, widowiskową i skuteczną piłkę na tak, a nie ekstraklasowy antyfutbol, jak Pogoń czy Raków, musi dołożyć do zapieprzania umiejętności. A tych bardzo, bardzo brakuje. I Gula już to wie i nie za bardzo ma kim to zmodyfikować.