|
Nie ma czegoś takiego jak drużyna piłki nożnej Wisły Kraków. Symbolicznym końcem była cieszynka K.B. z legendami. Pracownicy klubu piłkarskiego W.K. zatrudnieni na stanowisku "piłkarz" zrozumieli, że jest to miejsce pracy gdzie można przyjść, pokopać w piłkę, nie przemęczyć się. Spiąć się na jeden dwa mecze w sezonie. Kibice i tak przyjdą i nic nie powiedzą a kasa wpada co miesiąc. Właściciel walnie głupawego twita i jakoś leci. Osiągnęli co chcieli, zatrudnienie trenera typu ciepłe kluchy jest tego symbolem.
Piłkarsko nie istniejemy w żadnym elemencie gry. Wystarczy proste rozegranie wolnego rodem z okręgówki i leżymy.
Uryga - Szota ten układ niestety nie żre.
Skvarka, Forbes jak trzeba być słabym, żeby siąść na ławce. Każdy mecz przesuwa granicę w miejsca w które wydawałyby się jeszcze niedawno nieprawdopodobne.
Zasłużona przegrana z bardzo przeciętną drużyną Wisły Płock.
|