Bardzo ładny mecz w naszym wykonaniu, najdobitniej pokazujący różnice w podejściu i zaangażowaniu zawodników w stosunku na przykład do meczu w Niecieczy sprzed kilku tygodni. Dzisiaj w pełni pokazali indywidualny potencjał.
Z wielką przyjemnością patrzyło się zwłaszcza na grę El Mahdiouiego, kapitalnego w środku pola w czytaniu gry. Świetne momenty i zagrania miał Yeboah, Frydrych znów był skoncentrowany i myślący, oraz bardzo pewny, podobnie Kieszek. Forbes zrobił co do niego należało, Plewka walczył za dwóch, a Gruszkowski zaliczył najlepszy mecz w Wiśle. Duże brawa dla naszego młodzieżowca. Szota dał radę, pokazując, że jednak trzymanie na ławce Adiego ma swoje uzasadnienie. Skvarka też wykonywał ogromną pracę w ofensywie i pressingu, bardzo dobrą zmianę dał Kliment.
Jedynie Młyński odstawał in minus od reszty zespołu - miał zaledwie jedno naprawdę dobre i udane zagranie, popełniał sporo błędów. Może to już czas na powrót Starzyńskiego do pierwszego składu.
Końcówka mogłaby być spokojniejsza, gdyby wcześniej podczas wyprowadzania kontr parę razy poszło szybsze podanie do przodu lub na wolne pole do nieobstawionego zawodnika, przykładowo do mającego otwartą przestrzeń Yeboaha, zamiast częstego zwalniania gry i cofania akcji do tyłu, co zwykle kończyło się dość szybką stratą. Oczywiście piłkę należy szanować, ale kiedy jest idealna okazja do podwyższenia wyniku, przeprowadzenia skutecznej kontry, zespół jednak powinien próbować ją wykorzystać, nie zawsze należy koncentrować się tylko na otrzymaniu piłki. Tego zabrakło i dlatego do końca Legia miała kontakt.
Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, Wiślacy pokazali modelowe zaangażowanie. Zaskoczyli wszystkich przygotowaniem kondycyjnym i wytrzymałością. Dzisiaj jest radosny wieczór, cieszmy się i celebrujmy go.
