Chuja się znasz. Tyle.
Bramka Carlitosa, jakkolwiek ładna, miała też mitycznego sojusznika - szczęście.
Popatrz, jak obijała się o kulasy żydów. To nie Carlitos im od nóg odbijał - nie umieli jej wybić albo zablokować. Miał sporo farta, bo wróciła do niego.
Co do Yawa - kontrolował piłkę od początku do końca, w tym jednego obrońcę skręcił 3 razy w jednej akcji.
Widzisz różnicę?