Aż mi się przypomniały stare "dobre" czasy jak niezapomniane trio Klemenz - Janicki - Buchalik/Lis za Stolarczyka odwalało podobny kryminał przy wyprowadzaniu piłki.
Oczywiście cały ten problem jest głębszy, bo jak druga linia nie podejdzie do rozegrania, to ciężko żeby wyprowadzanie piłki przez stoperów mogło się zakończyć powodzeniem.
Prawda jest taka, że mieliśmy dość sporo sytuacji ale nie można przy tym powiedzieć, że mieliśmy jakąś kontrolę nad tym meczem. Tak naprawdę to przez całe spotkanie dało się wyczuć, że bramka dla Rakowa wisi w powietrzu.
s1mone napisał(a):

|
Różnie mógł się ten mecz skończyć, skończył się w najgorszy możliwy dla nas sposób, patrząc na sam przebieg gry. Przestań sapać za pisanie oczywistości. Bramki Rakowa padły z niczego - bo za takie nic uznaje dośrodkowania z rzutów wolnych i strzały z dystansu. Szansa na bramkę z takich sytuacji to pewnie jakies 5%. Mieliśmy pecha, ze to powpadało abstrahując od naszej bardzo słabej gry w przewadze.
|
Ty tak na poważnie z tym pechem czy robisz sobie jaja, bo nie wiem jak to interpretować?
Z tego co zauważyłem, to przy obu tych bramkach, nasi zawodnicy wydatnie przyczynili się do tego, że te szanse (niby 5 %) znacząco wzrosły. Np. zostawiając Cebuli dwa hektary miejsca do oddania strzału i gubiąc krycie przy drugiej bramce.
Tak w ogóle to Raków też miał pecha, bo jak wiadomo Yeboah swoją szybkością zgubił obronę, a szansa na trafienie na tak dynamicznego skrzydłowego wynosi jakieś 5%.