Drozd napisał(a):

Żałosne to było zachowanie klubu wobec niego przez ostatnie kilka tygodni. Tak w mediach jak i na boisku. Gdyby w szatni była drużyna to pewnie poszedłby się pożegnać, ale ta zbieranina płaczących panienek to nie jest drużyna. Z jednego prostego powodu. DRUŻYNA NIE PRZEGRYWA MECZÓW ŻEBY ZASZKODZIĆ TRENEROWI.
Więc je go nie bronię, jak pochwalam jego zachowanie.
Nie dopuśćcie do tego, aby ludzie uznali was za niegodnych... podania ręki
Naszym panienkom się nie udało...
|
Jakby był takim świetnym trenerem psychologiem to zdusiłby bunt, jeśli taki był, w zarodku. A skoro tego nie zrobił znaczy że jest dupa a nie trener. Nie miał w szatni Ronaldo, Ramosa czy Ibrahimovicia tylko Bogusia i Burligę. A on chce trenować w Bundeslidze. Spokojnie mógł np. zastąpić Sadloka Wachowiakiem czy Burligę Hoyo, ale jakoś tego nie zrobił.
A jak bunt szedł z góry (co nie jest udowodnione), to zawsze mógł zachować się jak...Probierz albo Carillo i podziękować za współpracę.
Szczerze, gdyby za tą jego bucowatością szły jeszcze jakieś wyniki, no, to jeszcze można byłoby to jakoś przyjąć czy przełknąć. Tak jak w przypadku Carillo. Też zachowywał się jak primadonna i kawał chama, też położył lachę na Brożku i Boguskim, a przynajmniej Brożek był wtedy w stanie jeszcze trochę pograć na przyzwoitym poziomie, co pokazał choćby w meczu z Lechem czy następnym sezonie, ale przynajmniej potrafił oprzeć jedenastkę na swoich ludziach (np. Mitrovic) i widać było jakąś myśl przewodnią w jego działaniach, jakiś piłkarski styl. Wniosek: chcesz robić rewolucję, miej swoich ludzi żeby się na nich oprzeć. Jak ich nie masz, to tylko IDIOTA robiłby rewolucję.
Wielki spisek Sadloka, Burligi (w pierwszej wersji), Bogusia (w którejś z kolejnych). Jak dobrze pójdzie żadnego z nich nie będzie w następnym sezonie. Dwóch już wiadomo że nie będzie. I do czego im był potrzebny ten spisek, jak np. Burliga był dogadany z Wieczystą już wiele tygodni temu

?
PS.
Sprawdziłem:
Joan Carrillo nie pożegnał się z zespołem. Nie pojechał do Myślenic na popołudniowy trening. Zadzwonił jedynie do Rafała Boguskiego i poprosił, żeby pożegnał od niego drużynę
No, czyli są podobni. Różnica jest taka, że Hiszpan (poza tym że ma na koncie mistrzostwo Węgier) jednak jakoś się pożegnał, a Hyballa pokłócił się dodatkowo z Bogusiem, a to, jak już ktoś wspomniał, duża sztuka. Szczególnie że, jakkolwiek by to nie zabrzmiało, gdyby nie RB9 i gole w Płocku, to gralibyśmy za kilka dni mecz o życie z Piastem.