serek.c2 napisał(a):

|
Dla mnie jest jasne, że nikt w drużynie nie sabotuje gry.
|
I dlatego nawet podania na 2-3 metry były często niecelne, bo nogi nie pozwalały kopnąć inaczej?
Dlatego większość piłek na Starzyńskiego szła górą, bo nie mogli grać dołem?
Dlatego podania do przodu niemal zawsze szły w puste strefy, bo nie wiedzieli, gdzie jest kolega?
Dlatego niemal każdorazowo przyjęcia piłki były gorsze niż u Boguskiego w czasach najgorszej formy? Bo nie mogli inaczej układać nóg?
Dlatego prawie każde dośrodkowanie było kompletnie niedokładne, bo Hyballa zabronił patrzeć?
Dlatego bezsensowne kiwanie się w miejscu, bo oddanie piłki koledze nie mogło wchodzić w grę?
Dlatego całe serie bezmyślnych zagrań, bo ktoś zabronił im myśleć? Starali się, ale k...a nie mogli.
I tak dalej i dalej... Aha.
Skonfliktowani z trenerem piłkarze w ostatnich tygodniach robili wszystko, by go pogrążyć nawet kosztem wyników.To jest największa patologia, której nie wolno zignorować, bo to rak, który niszczy Wisłę i w ogóle polską piłkę. Nie ma prawa on mieć miejsca, a istnieje i niektórzy rozgrzeszają jeszcze tak skandalicznie postępujących zawodników. W ten sposób nigdy nie wyjdziemy z dołka, każdy trener i każda koncepcja wymagająca długotrwałego intensywnego wysiłku i niepopularnych ruchów, także kadrowych, oraz dyscyplinujących piłkarzy zawsze polegnie.