|
Widać, że wielu idiotów nie rozumie jednej rzeczy: w szatni, na treningu, w trakcie meczu Jakub Błaszczykowski jest piłkarzem - nie właścicielem klubu.
Dlatego Kuba nie robił afery, gdy na treningach/meczach trener Hyballa krzyczał na niego, mówił podniesionym głosem, wydawał polecenia nie pytając o zdanie, być może nawet dawał jakieś kary, gdy coś zawalił. Miał prawo używać przy tym wulgarnego języka, miał prawo mówić do niego na Ty.
Nikt z Was, ani sam zainteresowany (słusznie), nie robił afery, gdy trener krzyczał na właściciela: "szybciej, nie schodź do środka, twardziej!". Coś takiego by nie przeszło, gdyby np. Michniewicz krzyczał na Mioduskiego, czy Probierz opierdalał Filipiaka. Prawda?
Dlaczego więc, my tolerowaliśmy to, że trener odpierdala takie rzeczy wobec naszego właściciela? Zamiast mówić do niego na pan, grzecznie się kłaniać i uśmiechać?
Bo każdy rozumiał, że w szatni Kuba jest piłkarzem. Rozumieją to piłkarze, którzy na treningach pchają go i faulują (tak, tak kopią po kostkach właściciela klubu!), rozumiał to Skowronek który również wydawał polecenia właścicielowi klubu, rozumieli to kibice.
Dopiero Hyballa ma z tym jakiś problem, i ewidentnie chciał coś pokazać w ostatnich 7 meczach, nie wystawiając najlepszego w ofensywie piłkarza do składu. Nikt mi nie powie, że jest tak ślepy i nie widzi, że Kuba zasługuje piłkarsko na więcej niż 4 minuty w derbach.
O ile jego kariera świadczyła o tym, że może mieć problem ze zrozumieniem otaczającego świata, to jestem w szoku że kibice Wisły nagle przestali to ogarniać. Że cieszynkę robił piłkarz - nie właściciel - i miał do tego święte prawo. Gdyby Lewandowski po kontuzji został odsunięty od składu Bayernu na 7 spotkan to po strzeleniu gola pewnie zrobiłby coś podobnego.
|