wolfy napisał(a):

Porównanie jest bezsensowne ponieważ Hybala WPROWADZA zawodników do drużyny, a Stolarczyk łatał nimi dziury w składzie (nie jego wina, musiał). W sensie - debiuty od pierwszej minuty zaliczyli już Starzyński, Gruszkowski i Szota. Dwóch pierwszych gra ostatnio dużo i wygląda obiecująco. Jest szansa że będą regularnie grać w ekstraklasie i nie odstawać, a to jest przecież celem tej całej zabawy. Spójrz na listę wprowadzonych przez Stolarczyka - ile minut każdy z nich zagrał? Gdzie teraz są?
Brodzie nic się nie należy, zasłuży to będzie grał. U Hybali przynajmniej jest numerem 2.
Przeraża mnie jak ludzie tutaj wykrzywiają prawdę. Super, Śliwa zadebiutował i zaraz potem dostał kopa w dupę. No ale młody wprowadzony. Balicki - kolejny sukces, to były pewnie jego jedyne minuty w Ekstraklasie w całej karierze itp, itd. Grabowski został zwyczajnie spalony, podobnie Plewka.
|
To jednak ty też wykrzywiasz prawdę pod swoją tezę. Spójrzmy na liczby Starzyńskiego - nie ma ich. Czy my mamy jakiegoś skrzydłowego/ bocznego pomocnika z liczbami? Który potrafi strzelić? Fajnie dośrodkować? Tylko Yeboah i Blaszczykowski. Gdyby taki był, albo gdyby Kuba był w pełni sił, Starzyński siedziałby częściej na ławce. Bo fajnie że chłopak gra, ale nie oszukujemy się, jakości z przodu na razie to on dużo nie daje. To samo Gruszkowski.
Korzystasz też z tego że wiesz, że większość mlodych piłkarzy z czasów Stolarczyka nie gra w ekstraklasie. Ale... To samo może wyciągnąć ci za jakieś kilka miesięcy ktoś inny jeśli odpukać Gruszkowski czy Starzyński zgasną.
Co więcej, pomijasz fakt że za czasów Stolarczyka nie było obowiązku grania młodzieżowcem. Teraz jest.
Co znaczy że Plewkę i Grabowskiego "spalono"? Może potrzebowali ogrania w 1 lidze. Plewka nie miał miejsca koło Bashy, Kuby, Peszki i Savicevica przy braku wymogu gry mlodziezowcem. Grał potem za późnego Skowronka i grał bardzo dobrze. Grabowski jakby został możliwe że hasalby w pierwszej 11. Gra w bruk becie, solidnej ekipie I ligi z szansami na awans (chyba nie oglądam). Z Balickim też trochę chwyt poniżej pasa, może nie był to geniusz, ale gość zwyczajnie miał pecha i moim zdaniem jego dyskwalifikacja, która być może zakończyła jego przygodę z pilką, była niewspółmierna do jego winy.