|
Zatrudnienie Hyballi odebrałem tak, że pomijając warsztat trenerski, miało to też pokazać wszystkim (nie tylko naszym piłkarzom, ale też np. dziennikarzom), że bierzemy kogoś spoza słynnej karuzeli, bo mamy już dość kręcenia się na niej w kółko i pracy z ludźmi, którzy nie potrafią w dłuższej perspektywie ustabilizować taktyki, przez co wracamy zawsze do punktu wyjścia.
Tymczasem okazało się, że już w pierwszych meczach pod okiem Niemca, zaczęliśmy grać zupełnie inaczej. Odważniej, agresywniej i szybciej. Jasne, efekt nowej miotły i chęć pokazania się nowemu szkoleniowcowi. Znamy to.
Jednak tutaj było jakoś inaczej. Cała filozofia gry okazała się odmienna od tej, którą widzieliśmy w ostatnich latach. Pojawił się też kult intensywnej pracy na treningach. Wygrywaliśmy, było kolorowo. Ba, myślę, że nawet dla Niemca tak sprawnie działający gegenpressing po kilku raptem treningach, był zaskakujący. I wszyscy byliśmy naturalnie nakręceni, oczekując, że będzie jeszcze lepiej (co sugerował zresztą w wywiadach sam Hyballa!).
Dlatego pytanie: co się stało, że się zesrało?
1. Hyballa odstawił od składu zawodników, którzy wg niego nie rokują. Ale czy zrobił tu cokolwiek innego, niż to czego niejednokrotnie oczekiwaliśmy od poprzednich szkoleniowców? Ile razy wszyscy klęliśmy, patrząc na kolejne żenujące zagrania Chuki czy Jeana Carlosa albo brak sił na powrót do obrony po nieudanej akcji Maka w zasadzie już w 60 minucie meczu? Boguskiego też kibice raczej nie oszczędzają, bo niewiele wnosi.
2. Graliśmy stale dwoma młodzieżowcami w pierwszym składzie, którzy nie tyle nie odstawali od reszty, co realnie stanowili o sile zespołu (Plewka, Szot). Niestety, kontuzje wyeliminowały ich na dłuższy czas, a dojście do formy - zwłaszcza w takim wieku - trochę zajmuje. W drużynie pojawił się jednak szybko kolejny młodzieżowiec w postaci Starzyńskiego, który otrzymuje od trenera bardzo dużo szans i odwdzięcza się grą na niezłym poziomie. Co ważne, cała trójka w ekstraklasowych warunkach wytrzymuje zwykle 90 minut kondycyjnie.
3. W międzyczasie mieliśmy też szybko okienko transferowe. Odeszła część zawodników, przyszli kolejni. Pomińmy tu analizowanie pojedynczych piłkarzy i ich jakości. Zastanówmy się natomiast, czy w Wiśle można wskazać konkretne osoby odpowiedzialne za transfery: prezes, trener, zarząd? Jeżeli takiej odpowiedzialności nie ma i kolegialnie temat się rozmywa, to niestety trudno też rzeczowo później analizować błędy i szukać skuteczniejszych rozwiązań na przyszłość. A przecież u nas nawet Brown-Forbes zbierał mnóstwo wyzwisk. Ile bramek mają zaś nasi pozostali napastnicy? Ekhem, przemilczmy... Ktoś powie: "ale po co gramy Mawutorem?". Cóż, on podobno kosztuje nas kontraktowo tyle co, nie przymierzając, średnie frytki w Maku. Facet wydaje się, że mimo fizycznych warunków ma też jakąś technikę użytkową, więc rozumiem trenera, że pod nieobecność Plewki sprawdza, czy warto w ogóle Ghańczyka rozważać na kolejny sezon nawet - choćby jako zapchajdziurę.
4. Podstawowy obrońca, którego wszyscy tuż po transferze okrzyknęli odpadem, a okazało się, że jest szybki i zwyczajnie pewny w interwencjach, grając w parze z Frydrychem, czyli Mehremić, łapie nieszczęśliwie kontuzję. Nie mamy niestety takiej kadry, że możemy szybko zastąpić podstawowego, zgranego już defensora i nie odczuć negatywnych skutków takiej zmiany. Co zresztą wyraźnie pokazuje sytuacja z Radakoviciem, który mimo że CV ma ciekawsze, jest od Bośniaka raczej słabszy.
_____
[TL;DR] Przegiąłem bagietę z tym postem. Sorry, Panowie.
Brakuje nam piłkarzy - gdy ktoś wypada, to zmiennik jest zdecydowanie słabszy. Dysponujemy tylko jednym napastnikiem, na barkach, którego spoczywa strzelanie kolejnych bramek. A ten napastnik to też nie jest top ligi, tylko piłkarz odstrzelony przez Raków (swoją drogą - gdzie my jesteśmy, że zawodnik odrzucony z Częstochowy jest u nas liderem w linii ataku?). Nasi pomocnicy nie są bramkostrzelni, więc nie da się naturalnie przerzucić ciężaru zdobywania goli na nich.
Zatrudniamy trenera, który pojęcie o prowadzeniu zawodników na pewno ma. Dobrze wykorzystuje młodzież: Plewka, Szot, Starzyński. Ale potrafi też zbudować formę u zawodników, którzy mają papiery na granie, ale u poprzednika zaliczyli niestety ewidentny zjazd: Żukow.
Hyballa przez swoją osobowość na pewno bywa problematyczny, bo obciąża indywidualnie zawodników. Ale jeżeli piłkarze się buntują, bo są za bardzo dojechani po treningach, wygasają im kontrakty, a trener wcale nie buduje z nimi relacji kumpelskich przy piwku, to tylko pokazuje, jak bardzo zostali rozpieszczeni przez lata pracy z polskimi szkoleniowcami.
Pozostało nam 5 meczów do końca rundy. Jeżeli będziemy grali coraz gorzej, to po sezonie zwolenników Hyballi zacznie brakować. On też jest odpowiedzialny za wyniki i nikt go na piękne oczy trzymał w klubie przecież nie będzie. Bardziej martwiłbym się jednak o naszą kadrę, bo ta jest niestety z każdym okienkiem coraz słabsza.
|