|
Myślę, że Hyballa ma wiele zalet jako trener, ale jego problemem jest olbrzymie ego i niewielkie doświadczenie w trenowaniu drużyn seniorskich. Po początkowym zaciekawieniu piłkarzy i entuzjazmie, przyszło ochłodzenie. Wydaje mi się, że Hyballa chciałby być jednocześnie trenerskim przyjacielem i katem. Z jednej strony taki fajny, wyluzowany, charyzmatyczny ziomek, a z drugiej wrzuca ogromne obciążenia treningowe, nie znosi sprzeciwu, jest apodyktyczny i domaga się uznania i szacunku. Możnaby powiedzieć, że to normalne: chłop chce żeby ciężko pracowali i trzyma dyscyplinę, ale kłopot polega na tym, że jeśli nie jest się trenerskim Alexem Fergusonem, to taka postawa jest najprostszą drogą, aby zgubić szatnię. Skowronek ją zgubił już w Ostrowcu Św., później było tylko odwlekanie tego co nieuniknione. Trener Skowronek ma kompetencje, ale miał i pewnie ma nadal ogromne problemy z komunikacją z piłkarzami. Takich problemów Hyballa nie ma, on przegina w drugą stronę. Mam wrażenie, że przebodźcowuje piłkarzy, ale ma przekonanie o własnej nieomylności, że on nigdy nie jest problemem. Takie zaklinanie rzeczywistości prowadzi do klęski. Można wypierać rzeczywistość: zawsze wybieram najlepszą 11, robię dobre zmiany, mamy dobrą taktykę, jesteśmy właściwie przygotowani, nie ma kryzysu, tamtych piłkarzy odstawię. W ten sposób Hyballa podąża drogą Skowronka. Wisła ma kiepski skład, ale na pewno nie gorszy od Warty czy Podbeskidzia. Nasza ofensywa nie istnieje, a defensywa nawet w tych "lepszych" meczach robi po kilka baboli, które nawet gorsze drużyny potrafią wykorzystać. Podsumowując, Trener Hyballa stracił moim zdaniem szatnię. Jeśli jej nie odzyska - a do tego trzeba również dopuścić możliwość zmiany u siebie, będzie mu ciężko coś wykrzesać z tej drużyny, która nawet jeśli sportowo nie jest wybitna, to na pewno ma potencjał żeby grać lepiej - tak jak na początku tego roku.
Do what you mean and mean what you do.
|