|
Ale tu nie chodzi tylko o skład. Tematem wątku jest praca Hyballi, a więc to jak tym składem zarządza.
odnosząc się do tego co kryształ napisał parę postów wyżej - to co mi się u Hyballi podoba właśnie bardziej niż w poprzednich naszych treneiro to to, że nie jest aż tak przywiązany do jednej wizji. To nie wygląda tak, jakby chodziło mu wyłącznie o gegenpressing. Owszem, widać że lubi, jak jego drużyna naciska przeciwnika, gra szybko, walecznie, bez kombinowania. Potrafił jednak kilkukrotnie "zamieszać" w składzie, pomyśle na mecz, nawet w jego trakcie zmienić koncepcję i ustawienie, jeśli widział, że nie idzie. Nie śledzę ani ja ani większość z nas tego jak pracuje na treningach. Nie mi się wypowiadać na temat tego, czy zawodnicy są przemęczeni/zajechani/zdemotywowani/ etc. Widzę tylko jego reakcje, próby zmian w trakcie gier i wyglądają one sensownie. Nie zawsze się udaje, nie zawsze drużyna "reaguje pozitiwnie", jak mawiał klasyk, ale Hyballa próbuje, kombinuje, myśli.
Jego poprzednicy wydawali się być trochę skrajnościami. Stolarczyk miał świetny moment na początku. Z grubsza biorąc polegało to na tym jak to krysztal określił : Jak oni nam strzelą 4 to my im strzelimy 5. Funkcjonowało, póki gracze byli na motywacyjnym haju, bili się o życie swoje i klubu, skład był stabilny i dosyć jak na polską ligę dojrzały piłkarsko i mentalnie. Przez rundę wyglądaliśmy świetnie, graliśmy swoje nie patrząc za bardzo na to, co robi przeciwnik. Aż przypominały się czasy Kasperczaka. Problemem było to, że Stolar nie miał alternatywnej wizji. Jak się mu zaczął sypać skład, mental, a rywale rozpracowali naszą grę to nie było co zbierać. Byliśmy regularnie upokarzani i nie mam na myśli tylko meczu z Legią.
Skowronek z kolei na odwrót - czasem się miało wrażenie, że więcej myśli o tym, co gra przeciwnik, niż o tym co ma robić jego drużyna. Był perfekcyjnie przygotowany na każdy mecz, ale czy ten zespół miał jakiś styl i pomysł na samego siebie? No jakoś tego widać nie było. I znowu - póki działał efekt nowej miotły w zespole, a rywale się nas uczyli, to działało. Tylko, że - paradoksalnie- nam wystarczyło oddać inicjatywę, żeby się okazało jacy jesteśmy bezzębni i wypunktować jak dziecko.
Hyballa się wydaje na ich tle kimś pośrodku. Ma swój pomysł na grę i bezlitośnie wymaga realizowania go od graczy. Potrafi bardzo szybko wyrzucić ze składu kogoś, kto lekceważy jego polecenia i nie realizuje założeń. Z drugiej strony reaguje na wydarzenia na boisku, potrafi się dostosować, zauważyć, że gracze nie dają rady, zmienić system pod przeciwnika, etc. Pod tym kątem naprawdę wygląda lepiej niż poprzednicy i właśnie to - a nie same punkty - rokuje lepiej na przyszłość.
To nie znaczy, że jest cudotwórcą. Co się dzieje, kiedy wypada najlepszy napastnik ze składu widzieliśmy wczoraj PSG - Bayern. Wisła bez Forbesa to Bayern bez Lewandowskiego. Przy słabym, niestabilnym składzie nawet dobry trener wyników nie zrobi, to dość oczywiste. Dość oczywiste jest też to, że nie zawsze będzie cudownie. Nie ma sensu podważać jego pracy dopóki nie zdarzy się jakaś katastrofa w Skowronkowym stylu. Przy całym dotychczasowym podobieństwie w zdobytych punktach nie wyobrażam sobie drużyny Hyballi szorującej po dnie ligi czy przegrywającej 0:7.
Pracować, przebudowywać skład, wprowadzać nowych młodych, żeby grali jak Starzyński i Plewka, wyjść na organizacyjną prostą. Tu naprawdę nie trzeba wiele - wyobraźmy sobie, że Wisła w przyszłym sezonie zajmuje miejsce w górnej połówce tabeli i sprzedaje Starzyńskiego i Plewkę za jakieś większe pieniądze, typu 2,5-3 mln ojro za każdego. Mamy spłacone długi i klub na prostej. Gdyby Hyballi udało się osiągnąć choćby tyle, będzie miał miejsce w historii klubu.
Radosław Sobolewski "Odmieniło ten mecz wejście na boisko Rafała Boguskiego, który tak naprawdę sam przesądził o losach tego spotkania. Rafał zasługuje na niesamowity szacunek i takim szacunkiem powinien być otaczany"
|