|
Zaczęliśmy słabiej grać nie w 30 minucie, tylko po straceniu frajerskiej bramki i babola bramkarza w 120 sekund. Minuta w której to nastąpiło nie ma znaczenia. Od tego momentu wszyscy nasi na placu mieli żółte getry, bo jaka jest niby gwarancja że Buchal nie wrzuci sobie kolejnej? Mając to z tyłu głowy nie da się grać tego samego co wcześniej. Piast odwrotnie, każde zbliżenie się z piłką w okolice naszej bramki dawało im nadzieję na kolejnego babola. Dlatego mecz się wyrównał. Mimo tego Piast nie miał żadnej klarownej sytuacji, bo strzał w poprzeczkę to kolejna zasługa Buchalika który prawie wyłapał loba z 16 metrów stojąc na trzecim. Tylko on to potrafi. Natomiast my mimo powiązanych nóg mieliśmy trzy patelnie, wszystkie spieprzone przez Silve. Gdyby nie przekręt nie strzelili by nam bramki. A pitolenie, że graliśmy pytę po tym co było w zeszłej rundzie, gdzie nie mogliśmy wymienić kilku podań to chyba jakiś żart.
Wynik jest zły, ale są perspektywy na lepsze wyniki, dużo większe niż po 6:0 w Mielcu.
|