WHITE*STAR napisał(a):

Leśnodorski też był kibicem Legii, a Świerczewski Rakowa. To oczywiste, że w zdecydowanej większości w klubach pracują osoby, które mu kibicowały lub kibicują... Idąc tym kryterium "klubem rodzinnym" jest pewnie z 99% klubów piłkarskich na świecie.
Ja "klub rodzinny" widzę tak jak Lech Poznań, gdzie właścicielem był do niedawna Jacek Rutkowski, dyrektorem sportowym syn, a trenerów szuka się w pierwszej kolejności wewnątrz klubu, tak było z Rumakiem, Djurdjevicem i Żurawiem (wszyscy bez doświadczenia i wyników, ale znani zarządowi). Albo jak wspomnianą wyżej Barcelonę, gdzie szefem akademii jest/był Bakero (bez kompetencji, były piłkarz Barcy), pomaga mu przy tym Guillermo Amor (bez kompetencji, były piłkarz Barcy), dyrektorem sportowym Eric Abidal (bez kompetencji, były piłkarz Barcy) a i trenerów biorą głównie wśród swoich (dużo, by wymieniać).
|
Lechowi możesz dużo zarzucać, ale akurat ich model biznesowy podniósł ich ekipę w ostatnich latach do miana jednego z najbardziej poukładanych organizacyjnie klubów w kraju. Sportowo podejmują złe decyzje, ale równolegle stworzyli maszynę finansową, która nie sądzę by miała się zatrzymać w najbliższych latach. Na pewnym etapie ustrzelą z dyrektorem, trenerem i składem i nawojują po raz kolejny w Europie. Serio to taki zły przykład? Nie jestem pewien czy Rutkowscy i Klimczak byli kibicami Lecha jako dzieciaki, więc tu nie umiem się wypowiedzieć, ale już sposób budowy szkółki jest oparty w dużej mierze o byłych lechitów - a to przynosi im najwięcej pieniędzy.
Z Barcelona to nie do końca. Wszyscy wymienieni przez Ciebie ludzie byli zatrudniani na pewnym etapie władzy Bartomeu/Rosella po to by uprzymilić się kibicom. Żaden nie był traktowany poważnie i większość miała na pieńku z przeważającą większością socios i poza-strukturalnych kibiców Barcelony.
A w dalszej kwestii odsyłam do postu Malika.