dziki napisał(a):

|
Myślę, że między wierszami nie jest to zły wpis. Firma rodzinna, albo firma zarządzana przez rodzinę, nie musi stawiać pełnej kapitalizacji ponad rentowność i zapewnienie przyszłości członków rodziny. To wcale nie oznacza nieefektywności. Wisła jako klub oparty na zasadach 'Wiślackości', z poukładanym organizacyjnie tyłem, wcale nie brzmi jak scenariusz rodem z firmy Wiesławix z Rudawy ;-)
|
Otóż to. "Wiślackość" ponad kompetencje jest tym czego nam potrzeba. Właścicielem klubu mogłoby być np. towarzystwo kontrolowane przez kibiców. Prezesem adwokat jednego z nich, a wice-prezesem zaufany człowiek herszta kibiców. Brzmi super! Nawet jak będziemy mieć jakieś kłopoty to nie dopuszczajmy żadnych (tfu!) powiązanych z Legią warszawiaków do klubu. Wiadomo, że taki to na pewno kret.
A tak na serio - nawet sharksi nie byli tak durni jak powyższy wpis i na dyrektora sportowego wzięli kogoś ogarniętego (Junco), by im tę kurę znoszącą złote jaja wykarmił.