Rozgoryczenie ogromne, bo gość robi na 10 minut przed końcem karnego na poziomie trampkarza młodszego - fauluje na skraju pola karnego zawodnika uciekającego z tego pola karnego i będącego tyłem do bramki. Podbijamy stawkę - gość wszedł w drugiej połowie dać impuls, a poza karnym nie zrobił kompletnie niczego.
Jedna z trzech sytuacji Forbesa, konkretnie ta z woleja, MUSI być zamieniona na bramkę. Dwie pozostałe już nie aż tak klarowne, ale też jak najbardziej do strzelenia, a mówimy o reprezentancie swojego kraju. Z tym, że chyba każdy wiedział, że Forbes to taki chybił-trafił, a poza polem karnym grał całkiem w porządku.
Natomiast to, co wyprawiał dzisiaj Sadlok, to jest pieprzone mistrzostwo w jego wykonaniu. Wszołek, mający tu przyjść przecież na chwilę, by zaraz znów odejść na zachód, został przez niego zjedzony, przeżuty, schowany pod buta. Zjazd do bazy po godzinie gry. Zaimponowała mi sytuacja, gdy po prawej stronie boiska gonił się z Mladenoviciem i wytłumaczył chłopu, że stawia szlaban i nie ma przejścia. Profeska. Szkoda tej sytuacji z golem Pekharta, gdy resztkami sił rzucił się wślizgiem i nie udało się zatrzymać akcji, a Abramowicz w ogóle nie ogarnął, że powinien tam być.
Boli trochę, że chłopaki się nabiegali, a grająca na stojąco (5,5km mniej) legia wygrywa mecz. Boli, bo wychodzimy na frajerów. Boli, bo tyle czekamy na jakąkolwiek radość.