wyar napisał(a):


No,to oczywiscie nieprawda. Sam pamietam,jak siedzialem w 2004 r. hotelu w Lublinie,pijac lana "Perle" i ogladajac Wisle roznoszaca w proch i w pyl Groclin.6:1 I to w lidze.Trudno nie oprzec sie wrazeniu,ze Groclin w skladzie z Liberda,Mynarem, Krizanacem,Mila,Rockim czy Slusarskim to jednak byl poziom "nieco" wyzszy, niz Stal Mielec...
Porownywanie Wisly Kasperczaka do JAKIEGOKOLWIEK polskiego klubu obecnie to ponury zart. Od momentu najlepszego sezonu Wisly za Henryka zadnemu klubowi przez tyle sezonow nie udalo sie nawet zblizyc do ofensywnego rekordu tamtych czasow. A poziom trudnosci zwlaszcza z 10-15 lat temu byl zdecydowanie wyzszy.
Oczywiscie 6:0 w lidze to nie w kij dmuchal. Warto to docenic.
|
Fajnie się wspomina Wisłę Kasperczaka. To była drużyna, która grała z polotem, ofensywnie, głównie konstruowała atak pozycyjny i wysoko podchodziła pod przeciwnika. To była drużyna i czasy, gdy Wisła jak nikt inny potem zdominowała ligę i praktycznie była hegemonem (pytanie nie było czy wygra tylko jaką różnicą bramek). Kwalifikacje do Ligi Mistrzów to był prawdziwy test (Barcelona, Real Madryt), w tamtych czasach to była bardzo trudna formuła by awansować - Legia lata później miała o wiele łatwiej. Potem nasza przewaga się roztrwoniła, inne kluby rozwinęły się finansowo, cała liga się bardziej wyrównała. Jedyny i to spory mankament tamtej Wisły Kasperczaka to był pewien brak balansu w grze, beztroska defensywa. Przeciwnicy w lidze nie byli dla nas wtedy wyzwaniem. Praktycznie przed meczem mentalnie przegrywali. Gra była tylko do pierwszej bramki, potem już poszło 2,3,4,5. Ta nasza dominacja w lidze i nieprzejmowanie się za bardzo balansem w grze , wysoko ustawiona obrona, "obrośnięcie trochę w piórka" wtedy były też trochę czymś takim co nas później wykańczało w europejskich pucharach a w tamtych czasach to tamte przegrane mecze pucharowe z o wiele niżej notowanymi rywalami (Dinamo Tibilisi, Valerenga, Levadia, Karabach) decydowały o tym czy środki inwestowane w tamtą drużynę się spłacą czy spowodują dziurę w budżecie - słowem tamte mecze pucharowe były kluczowymi w sezonie. Nie te kilka, kilkanaście w lidze wygranych różnicą kilku bramek. I wydaje się, że nasze zwycięstwa ligowe w tamtych czasach trochę usypiały naszą czujność i rozwój drużyny. Potem w europucharach brakowało tego "zęba", "jeżdżenia na tyłkach", intensywnej gry w odbiorze, gry w defensywie - tego co kilka lat później wpajał tej drużynie Dan Petrescu.
Oczywiście patrząc na dzisiejsze transfery z klubu Lecha żal ogromny, że Wisła i Cupiał w czasach Kasperczaka nie postawił na rozwój akademii z prawdziwego zdarzenia. Na plony z takiej inwestycji trzeba czekać kilka lat ale jak pokazuje ostatnia dekada praktycznie jeden porządny transfer z klubu w sezonie młodego, utalentowanego jest w stanie zasypać dziurę w budżecie po nieudanej przygodzie w europucharach a w dłuższej perspektywie to "kura znosząca złote jaja". BTW szkoda, że to Wisła nie wypromowała Lewandowskiego bo on jeden przyniósł niesamowity rozgłos akademii Lecha.