czaro napisał(a):

|
Czemu służy ta wielka gra? Wytłumacz, proszę.
|
Naprawdę tak niejasno to napisałem, że nie da się zrozumieć? Przepraszam. Kolegom którzy piszą o odlotach nie odpowiadam bo szkoda czasu. Postaram się jasno w punktach. W skrócie nie chodzi o treść wywiadu i kto ma rację tylko o moment publikacji. Nie chodzi też o żadną wielką grę (a przynajmniej nie w wykonaniu Obidzińskiego) tylko wojnę mediową o zasługi przy ratowaniu klubu, a co za tym idzie chwałę, prestiż i kolejne propozycje pracy.
1. Tak jak napisałem uważam, że ta dyskusja między wszystkimi Panami jest szkodliwa i niepotrzebnie przez Kubę i Królewskiego rozpoczęta.
2. Obidziński publicznie zaczepiony ma się oczywiście prawo bronić i przedstawić własny punkt widzenia.
3. To, że to robi nie jest niczym dziwnym.
4. Na odpowiedź było mnóstwo czasu (prawie dwa miesiące). Przez ten czas Obidziński odpowiadał zdawkowo sugerując, że on nie chce tego tematu drążyć, jest mu przykro ale trzyma kciuki itp.
5. Po 7 tygodniach, gdy atmosfera wokół klubu jest absolutnie gorąca Obidziński niczym nie sprowokowany zmienia zdanie i przeprowadza dobrze zorganizowaną akcję wypuszczając dzień przed meczem mini wywiad wideo a dzień później bardzo dobrze dopracowany wywiad na Weszło.
To oczywiście jest kolejne potwierdzenie, że Obidziński profesjonalnie podchodzi do sprawy. Dokładnie tak to powinno wygłądać. Cios wyprowadza się nie wtedy kiedy przeciwnik strzelił i czeka na odpowiedź tylko wtedy gdy jest najsłabszy. Szacunek.
Kłopot dla mnie polega na tym, że Obidziński doskonale wiedział, że szkodzi również drużynie i klubowi. Zastosował powszechną taktykę atakowania w słabszym momencie tuż przed meczem, po którym prawie na pewno dołek się powiększy. Wtedy wystarczy iskierka a kibice robią swoje. To że tym razem nie pykło nie znaczy, że nie było tak pomyślane. A było bo Obidziński to profesjonalista. I dlatego u mnie się pozamiatał i zupełnie mnie interesuje, że większość jego motywacji to chęć wytłumaczenia swoich działań czy dowalenia Kubie i Królewskiemu. Wiedział, że przy okazji zaszkodzi drużynie i zrobił to z pełną premedytacją.
I taką mam na ten temat opinię. Nie mam ambicji przekonać do niej całego świata. Kto chce dalej podziwiać pana O niech sobie podziwia. To ma już zresztą coraz mniejsze znaczenie. Wystrzelił co mógł i mam nadzieję, że temat grany przez drugą stronę już nie będzie. A nawet jeśli to dopiero gdy drużyna stanie na nogi (to też powszechna taktyka) więc jakiś pozytyw musi się wcześniej wydarzyć.