sandomingo napisał(a):

No właśnie tak.
Ciekawe co na ten temat mówią na słynnych kursach w Białej Podlaskiej?
|
O to to. Ponieważ, jak wspomniałem, nosi to znamiona narodowej przypadłości i pozostałości po słusznie minionych praktycznie kwartalnych przerwach między rundami, jak najbardziej byłbym skłonny szukać powodów właśnie w szkoleniu osób prowadzących przygotowania.
Dive Pirate napisał(a):
|
Jeśli zawodowy piłkarz przygotowywany przez sztab ludzi (trenerzy, doktorzy, kondycyjni, dietetyk, statystyk, odnowa biologiczna, nawet psycholog) nie jest w stanie zagrać na max jednego meczu raz na tydzień to coś jest bardzo nie halo z nim lub z tymi wymienionymi w nawiasie.
|
Pomijając już fakt, że większość z tych funkcji istnieje w polskich klubach tylko teoretycznie, a o wszystkim chce decydować znający się na wszystkim trener (wykształcony pod czujnym okiem Pasieki i Majewskiego), jak przesadzisz z obciążeniami, to nawet tego jednego meczu na sensownym poziomie nie zagrasz, bo takie są prawa fizyki.
ciastek88 napisał(a):
|
Albo ktoś jest zawodowym piłkarzem przygotowanym do gry pełny rok przez cała karierę albo amatorem.
|
Byłbym daleki od utożsamiania "zamulenia", które jest normalnym efektem dużych obciążeń w krótkim okresie od zdolności do regularnego grania na określonym poziomie. To są inne bajki.
Cytat:
|
U nas przygotowanie do sezonu polega na tym , że pierwsze mecze rundy to ciężkie nogi, środkowa część rundy to już świeżość i fajna gra , koniec rundy to już zmęczenie i wyczekiwanie przerwy zimowej i tak w kółko.
|
Co jest właśnie pokłosiem średniowiecznej metodyki przygotowywania piłkarzy do sezonu opartej na założeniu, że trzeba piłkarzom przed sezonem dać wycisk, żeby w ten sposób uzyskali siłę na cały sezon. Na zachodzie to proces ciągły.