|
Straciliśmy przypadkową bramkę w 40 s i Piast mógł grać wyrachowaną piłkę, podobną jak my w pierwszych meczach rundy wiosennej. Stanęli na swojej połowie i rozbijali tam każdy nasz atak. Do tego wysoko i agresywnie podchodzili pressingiem, odbierali nam piłkę w środkowej strefie i mieli wtedy dużo przestrzeni do szybkiego ataku, co potrafili dobrze wykorzystać. A my musieliśmy od początku "prowadzić" atak pozycyjny, co przy ww pressingu kończyło się stratami w momencie gdy większość naszej drużyny była przed linią piłki. I nie mieliśmy szansy na szybki powrót i odbudowę ustawienia. Dlatego do złudzenia przypominało mi to losowy mecz na Stolarczyka, z poprzedniej jesieni.
Przegraliśmy wysoko i w marnym stylu, ale z wiceliderem, wciąż aktualnym mistrzem i drużyną mocniejszą od nas. Dlatego nie ma co rozdzierać szat i histeryzować. Najbardziej martwią mnie te żółte kartki, łapane w ostatnich 20 minutach, gdy mecz był już rozstrzygnięty. W dodatku, po faulach na środku boiska..
|