serek.c2 napisał(a):

Nikt nie bierze pod uwagę, że może nawet chcą zaakceptować warunki stawiane przez SA, ale obawiają się - przykładowo - ewentualnych zarzutów o niegospodarność? Bo wszyscy zakładają złą wolę, spiski, jakieś "koryto i stołki", a może powody są bardziej prozaiczne?
Niech mi tu w końcu jakiś prawnik wyłoży kawę na ławę, czy jest się czego obawiać?
Ps. Nie może być żadnej agresywnej kampanii w czerwcu, do tego czasu wszystko musi być już dograne i podpisane.
|
Serek, litości.
Teoretycznie każde bezpłatne przysporzenie z jednego podmiotu do drugiego łapie się pod "niegospodarność", bo taka jest konstrukcja przepisu. Nikt więc nie da nikomu gwarancji, że na 100% nie ma się czego obawiać, bo czysto teoretycznie taka możliwość zawsze będzie.
Teoretycznie. Więc
każda opinia prawna w tym temacie będzie zawierać zastrzeżenie, że istnieje ryzyko uznania tego za niegospodarność, bo taka jest metodyka pisania opinii prawnych. Jest ryzyko, to się o nim pisze, będziesz miał o nim mniejszą lub większą wzmiankę w każdym opracowaniu.
Pozostaje kwestia oceny skali tego ryzyka.
Moje zdanie w temacie znasz, z różnych ujęć.
Ale ujmijmy to w najprostszy możliwy sposób - jeśli nawet założymy, że TS oddaje za friko SA 50% znaku towarowego wartego, niech wam będzie, że te 1,7 mln zł, to robiąc to w ramach transakcji sprzedaży akcji SA na rzecz trio, w której pozbywa się potencjalnego długu z tytułu zabezpieczonych pożyczek od trio i długu wobec TF z tytułu kupna akcji wychodzi na tej transakcji na wielkim plusie zwłaszcza z perspektywy potencjalnego ryzyka upadłości SA.
Każdy normalny zarząd mając w perspektywie upadłość spółki zależnej, która spowoduje, że będzie musiał we własnym zakresie spłacać wielomilionowe zobowiązania z pocałowaniem ręki zapłaciłby ten milion (czy ile tam sobie ten znak wyceniają w TS-ie) jeśli tylko znalazłby frajera, który chciałby z niego w zamian za ten milion zdjąć ten dług. Tym chętniej, im bardziej prawdopodobna wydawałaby mu się wizja bliskiej upadłości spółki. Zwłaszcza w przypadku, w którym nie musi na to wykładać ani grosza żywej gotówki, a oddaje tylko połowę "wirtualnej" wartości znaku towarowego, którego i tak sam nikomu obecnie nie sprzeda za te pieniądze, mało tego, jednocześnie w pełni gwarantuje sobie prawo do korzystania z tego znaku na własne potrzeby jako współwłaściciel znaku.
Normalnie - niegospodarność pełną gębą!