|
Zagraliśmy bardzo dobry mecz, równy przez obydwie połowy.
Rozpaczliwa obrona Lechii i pech - niestety ten nas nie opuszcza.
Generalnie zagraliśmy na poziomie, którego się spodziewałem od początku sezonu - pierwszy raz od dawien dawna.
Oczywiście z wyniku nie można być zadowolonym ale z gry już tak.
Pawłowski bez kompleksów - powinien kończyć z 1 lub 2 golami na koncie jakby nie Kuba i Mak. Świetny transfer.
Jedna głupia strata, ale to młody zawodnik.
Pudło Jeana pozostawię bez komentarza, bo nawet nie ma o czym gadać.
Co do gry - to wreszcie widziałem drużynę, która nie grała w piłka parzy i nie bała się nią grać.
Bramka dla Lechii to potrójny wielbłąd Sadloka i jakieś kuriozum pecha.
Maciek najpierw krył Peszkę na radar, źle się ustawił, za bardzo do środka. Potem dał się wziąć na zamach i pewnie skończyłoby się na strachu, ale był tak zdeterminowany naprawić swój błąd, że zmienił wślizgiem trajektorię farfocla Paixao i wbił piłkę do własnej bramki. Gdyby nie to Buchal, by to w zęby złapał.
Jeśli tak będziemy grać jak w tym meczu (nie mówię tu o skuteczności) to powinniśmy spokojnie się utrzymać. Pytanie czy głowy się nie zagotują, bo tabela wygląda w tym momencie koszmarnie.
|