FraMat napisał(a):

To oczywiste.
Ale dlaczego TFK pozbyła się swojej wierzytelności?
Dlaczego mogąc domagać się zwrotu 40 mln powiedziała: a ch... z tym, niech TS się o to stara, albo jakikolwiek inny nowy właściciel?
|
To już było tyle razy wałkowane...
TF pozbyła się wierzytelności, bo:
1/ Bez tego NIKT by Wisły nie kupił, nawet za złotówkę i nawet Meresiński, Stechert, Hartling ani żadna inna Wanna. Bo z tym długiem wartość Wisły SA jest
ujemna.
2/ Bo wierzytelności te już dawno były spisane przez TF jako nieściągalne, więc już dawno zostały przezeń zaliczone w stratę.
3/ Bo te wierzytelności to były pieniądze, które Cupiał wkładał w Wisłę, żeby się bawić. Nie robił darowizn ani nie "kupował usług reklamowych" (jak np. robi Filipiak), bo od tego należałoby zapłacić podatek. Więc Cupiał przycwaniakował i udzielał Wiśle "pożyczek właścicielskich", które nie były opodatkowane, tyle tylko, że w księgach rachunkowych Wisły musiały zostać pokazane jako dług, który kiedyś trzeba oddać.
4/ Bo niby potem można by było "zlikwidować" (umorzyć albo przekonwertować na kapitał zakładowy) te wierzytelności, ale od tego znowu trzeba byłoby zapłacić podatek. A Wisła nie miała (i nie ma) na to kasy, bo to w jej sytuacji wyrzucanie pieniędzy w błoto.
Efektem tego cwaniakowania była późniejsza "niesprzedawalność" Wisły, bo Cupiał uparcie domagał się, żeby mu potencjalni nabywcy (wtedy, kiedy Wisła była jeszcze łakomym kąskiem) tę kasę oddali.
Dopiero chwilę przed sprzedażą Meresińskiemu Cupiał poszedł po rozum do głowy i powiedział właśnie "a ch** z tym" - część z tych wierzytelności (było ich znacznie więcej niż 40 mln zł) przekonwertował na kapitał zakładowy Wisły SA, a resztę oddał za darmo z zastrzeżeniem, że niech się przyszły właściciel martwi jak to zlikwidować.
Niestety(!), do końca nie olał tych wierzytelności. W trosce o to, aby przypadkiem nowy właściciel nie mógł nic zarobić na Wiśle (wersja pesymistyczna) lub nie mógł w banalny sposób wydrenować pieniędzy z Wisły (wersja optymistyczna), przy okazji sprzedaży akcji zablokował nabywcy możliwość egzekwowania tego długu, jak posłusznie donoszą media.
Pytanie kluczowe polega na tym, co medialny autor ma na myśli mówiąc o tym, że w razie egzekwowania tego długu, wyegzekwowana kasa ma wrócić to TF. Jeśli przypadek ten obejmuje także konwersję długu na akcje, albo co gorsza, przeniesienie wierzytelności na kolejnego nabywcę, to będzie to ogromna przeszkoda do znalezienia jakiegokolwiek inwestora. W takiej sytuacji, bez zgody TF na "zlikwidowanie" tego długu zawsze będziemy w ciemnej... no, wiecie w czym.
Bo ten dług jest "papierowy" tylko wtedy, kiedy jest "właścicielski". W momencie, gdy staje się długiem wobec innego podmiotu, jest już jak najbardziej realny dla każdego potencjalnego właściciela.
Jeśli faktycznie TF blokuje rozwiązanie problemu tego długu, to potencjalny inwestor na start ma nie 30 mln do spłacenia, tylko 70 mln zł. Tylko po to, żeby "wyjść na zero"...