Rustin napisał(a):

|
Zakładasz jednak równocześnie, że Piast nie ma długów i zobowiązań,
|
Niezupełnie.
Mowa o "starych" zobowiązaniach, czyli takich, które już dawno powinny być spłacone i po prostu ktoś z nimi zalega miesiącami i latami. Nawis z poprzednich okresów, tudzież "garb", jak czasem się to nazywa w slangu. Czym innym są zobowiązania bieżące, które praktycznie każdy prowadzący działalność podmiot jakieś ma, bo nieustannie coś się kupuje, produkty czy usługi, komuś się ma coś zapłacić, komuś należy się wynagrodzenie itp. Niewątpliwie te ostatnie ma też Piast Gliwice, bo najzwyczajniej w świecie musi je mieć. Jaki to jest poziom i na ile jest tam "rozsądne zarządzanie", nie podejmuję się odpowiedzieć z dwóch powodów. Po pierwsze, ostatnim dostępnym sprawozdaniem jest to kończące sezon 17/18 (na 30 czerwca 2018 r.), więc może już być mocno nieadekwatne w stosunku do tego, co dzieje się w tym sezonie (niedługo powinno pojawić się sprawozdanie za rok obrotowy 18/19, to zobaczymy ile kosztowało mistrzostwo). Po drugie, kilkanaście milionów w budżecie Piasta stanowi dotacja od miasta, a... hmmmm... no łatwiej się zarządza czymś, czego nie musi się wypracować samemu, tylko dosypuje podatnik.
Cytat:
|
Jeśli Wisła Płock ma budżet 20mln (wywiad z ich prezesem)
|
Sprawozdanie finansowe tego nie potwierdza, ale nie chce mi się drążyć tematu.
My, oprócz samej wielkości długów / budżetów, mamy drugi, poważniejszy problem. Tym problemem jest płynność finansowa. Można mieć fajny budżet na papierze, ale nie mieć przez pół roku kasy na koncie i wszystko się sypie.
Słynny przykład cesji - bez cesji czekasz sobie np. na ratę z ekstraklasy i kiedy wpłynie decydujesz, 40% na spłatę długu do TF, 40% do miasta, 20% na bieżącą działalność. Kiedy jest cesja, żadne pieniądze do kasy nie wpłyną, nie masz wyboru, 100% idzie na spłatę starych długów, ani ćwierć centa z bieżących przychodów nie idzie na bieżące koszty i to jest istotne zachwianie równowagi finansowania działalności.
Cytat:
|
mam nadzieję, że dalej będziemy sukcesywnie schodzić z kosztów.
|
Nie jestem pewien czy jest jeszcze z czego. Poziom kadry (plus historia zaległości w płaceniu) sugeruje, że "normalni" piłkarze po prostu nie chcą już do nas przychodzić. Zasoby tych, którzy przychodzili do nas
przez wzgląd na dawne czasy są na skraju wyczerpania. Młodzi nie są w stanie tego pociągnąć. Zostają sami niechciani gdzie indziej, jak Janicki, Klemenz czy Niepsuj. Z roku na rok mamy coraz słabszą kadrę i, jeśli to się nie zmieni, kiedyś w końcu przekroczymy granicę, w której to już nie będzie poziom ekstraklasy. Oby nie w tym sezonie.
Strategia, którą zaproponował Obidziński, jest niesamowicie ryzykowna. Piszę tu o strategii zostawienia części budżetu na uzupełnienia w przerwie, jeśli będzie taka potrzeba. W polskich realiach taka rozpaczliwa łapanka w zimie najczęściej kończyła się źle. Zgrywanie "nowego" zespołu w meczach o wszystko, z udziałem spadochroniarzy niezwiązanych emocjonalnie z klubem, ze stratą punktową na starcie jest proszeniem się o kłopoty.