Jarosław Krzoska: Ligę od kuchni mam na co dzień
"Są chwile z tej pracy, które szczególnie utkwiły panu w pamięci?
- Do dzisiaj mam przed oczami obraz naszej szatni po meczu z APOEL-em w Nikozji. Widzę Maora Meliksona, który siedzi w kącie z koszulką na głowie i płacze. Pamiętam też jednak te milsze chwile. Jak choćby naszą szatnię po meczu z Twente w Krakowie, gdy awansowaliśmy do wiosennych meczów w Lidze Europy. Miło wspominam świętowanie mistrzostwa Polski. Widoku z Sukiennic na Rynek Główny wypełniony po brzegi kibicami Wisły nie da się zapomnieć. Były przez te lata momenty lepsze i gorsze, ale w pamięci zapadają przede wszystkim te chwile, które wywołują emocje. Choćby nawet pojedyncze mecze, jak ten mój 300. z Legią. Jeśli z takim rywalem wygrywa się 4:0 to jest wyjątkowa chwila. Mnie takie dwa mecze się przydarzyły, bo ten ostatni, ale również ten z 2010 roku."
https://dziennikpolski24.pl/wisla-kr...ar/c2-14319377