Arked napisał(a):

|
O jakiej 35-osobowej kadrze piszesz? Przecież to w połowie są juniorzy dokooptowani, żeby było z kim trenować albo kogo posadzić na ławce. To nie są zawodnicy realnie obciążający budżet. I tak by byli w klubie tylko w rezerwach albo drużynie juniorów.
|
Sprawdź sobie naszą kadrę, kadry innych ekstraklasowych klubów i kadry klubów z jakichś lig uznawanych za całkiem nieźle zarządzane jak holenderska, czeska czy duńska i wróć z danymi, ok? Zobacz czy tam też są tak mitycznie szerokie i bez juniorów.
Tak poza tym - czy juniorzy to jacyś upośledzeni ludzie, co to po boiskach tyłem biegają? Co jest złego w wystawieniu 2-3 w jedenastce i posiadaniu kolejnych na ławce?
MaLk napisał(a):

Bo po prostu nie stać nas w tej chwili na konsekwentną, przemyślaną i jednorodną DŁUGOTERMINOWĄ politykę transferową, więc stosujemy doraźnie quasi-politykę łatania potrzeb na danej pozycji "najlepszą DOSTĘPNĄ opcją w tych uwarunkowaniach". Raz to będzie młodzieżowiec, raz emeryt, raz jakiś dawny talent, który potrzebuje odbudowania. W tym momencie nie mamy możliwości sprowadzenia pełnowartościowego piłkarza na warunkach konkurencyjnych. Sorry, taki mamy klimat.
Ciut bardziej perspektywicznie, z tego co mówił p.o. prezesa, postawiliśmy na (ryzykowne) wyczekiwanie na okazje w ramach posezonowej wyprzedaży tych pełnowartościowych piłkarzy, co to się nigdzie nie załapią w międzyczasie. Kiedyś ogromnym zwolennikiem tej strategii był Osuch i trzeba mu przyznać, że zbudował na jej bazie całkiem dobry zespół uwzględniając proporcję cena-jakość. Po prostu jak się jakiś w miarę sensowny piłkarz nigdzie nie załapie, bo wcześniej przeszarżował w wymaganiami, to potem drastycznie schodzi z oczekiwań finansowych.
Więc jeśli naprawdę tak jest, to realne wzmocnienia dopiero się pojawią za jakiś miesiąc i nie ma sensu teraz oczekiwać nie wiadomo czego. Inna sprawa czy i kogo znajdziemy potem, czy będzie gotowy do gry i czy się sprawdzi. Pożyjemy, zobaczymy.
|
MaLk, ja też czytałem te wszystkie wywiady, w tym wspomniany Obiedzińskiego o czekaniu na okazje. Rzecz w tym, że postanowiłem to zweryfikować i... wyszło mi, że jesteśmy jak otyły dzieciak co to wszystkich poucza o zaletach zdrowego odżywiania i o tym jak to sam się do niego stosuje, a tymczasem pomiędzy posiłkami wpierdziela na potęgę słodyczy.
Spójrzmy na przykłady:
Trafiła się potencjalna okazja z Serafinem Szotą, transfer na który nikt by nie narzekał. Rzecz w tym, że my nie czekaliśmy i już od czerwca mieliśmy przedłużonego Wasyla, podpisanego Janickiego, a poza nimi na kontraktach 2-3 innych środkowych obrońców z ambicjami na grę. W tym momencie przez pośpiech sprowadzanie kolejnego ŚO było już bez sensu.
Zaraz powinien być kolejny napastnik. Natomiast ledwie pół roku temu sprowadziliśmy jednego, któremu Stolarczyk dał zagrać ledwie 5 minut (bez tych jego 5 minut wiosną byśmy sobie nie poradzili?), a z 2 tygodnie temu przedłużyliśmy Brożka. Po co skoro wciąż potrzebujemy kolejnego?