mr_kwolf napisał(a):

|
Dodam jeszcze, że jak czytam twoje posty to odnoszę wrażenie, że wydaje ci się że był u nas menadżer takiego Żurkowskiego, powiedział "Szymon przyjdzie tutaj grać za 10k pln miesięcznie, za darmo, tylko go weźcie", a Głowacki mu odpowiedział: "przykro mi, zbieramy na gruby kontrakt Wasyla bo to mój kumpel z boiska, więc niestety musicie iść do Włoch".
|
Jako, że interesuje się nie tylko Wisłą, ale i całą Ekstraklasą dłużej niż rok, to napiszę Wam co kluby robiły w sytuacji podobnej do naszej:
- miały narzucane limity wynagrodzeń. Np. Ruch Chorzów w sezonie 13/14 miał limit 15 tys.zł miesięcznie na piłkarza. Fakt, że oszukiwali i dawali pod stołem, nie zmienia faktu, że tego typu ograniczenia (choćby wewnętrzne) mają sens. Ruch Chorzów z tym limitem zajął 3 miejsce w lidze. Odkryli wtedy Helika, Buchalika, Lipskiego i Dziwniela.
- wypożyczały z lepszych klubów młodych i niechcianych piłkarzy. W ten sposób Górnik Zabrze miał Wieteske, a Ruch Niezgodę. Po takich piłkarzy sięgano także do klubów zagranicznych;
- ściągano zawodników z niższych lig, wielu ściągano na testy;
- sięgano po kierunki biedniejsze niż ESA. Wyciągano zawodników z Estonii, Słowacji czy Afryki.
Nikt jednak nie podpisywał 9 piłkarzy o średniej wieku 31 lat i wysokich kontraktach. W ten sposób ani się nie oszczędza, ani nie daje sobie zarobić w przyszłości. Przykład Śląska Wrocław pokazuje , że prowadzi to tylko do powiększenia spirali długów. Tam jednak jest sugar daaddy w postaci miasta. U nas? Będziecie to Wy, kibice.