Ogryzek napisał(a):

|
Co to ma za znaczenie od KOGO czy czego odbił się Kapustka? Ważne ile na nim zarobiono. Nie rozmydlaj. Nie ma znaczenia czy piłkarz na którym zarobimy podbije świat - ważna jest kasa dla Wisły.
|
Ma to takie znaczenie, że ciężka kasa za Kapustkę jest tutaj wyjątkiem na tle transferowych realiów, a nie zasadą, a Ty chciałbyś z tego wyjątku zrobić zasadę i podporządkować jej wizję funkcjonowania klubu. Reszta transferów dotyczy tych piłkarzy, w których faktycznie zainwestowano.
Na tym, że ślepej kurze raz trafiło się ziarno nie można budować strategii klubowej. Nam raz się w koszu na śmieci trafił Carlitos. Raz. Czy jest sens w związku z tym opierać swoją strategię na permanentnym grzebaniu w trzecioligowym hiszpańskim koszu na śmieci?
Tylko dobrze wyszkolony młody piłkarz jest atrakcyjny dla zagranicznego klubu. "Drewno" atrakcyjne nie jest, chyba że w ramach sezonu życia (na ten moment) dostanie się do reprezentacji i tam się pokaże z dobrej strony, a ktoś da się nabrać, że to wcale nie drewno.
A, oczywiście - w świetle nowego przepisu "młode drewno" rzeczywiście stanie się atrakcyjne, ale nie dla zagranicznych, tylko dla polskich klubów. Tutaj faktycznie można będzie coś zarobić na tym, że ktoś zagra w ekstraklasie dwa dobre mecze na krzyż. Szkolenia w ten sposób nijak się nie wymusi. Już prędzej przez ten MSiT-owsko PZPN-owski program finansowania certyfikowanych akademii czy dofinansowanie strategicznych inwestycji infrastrukturalnych w piłce.
Wszystkie pozostałe przykłady - Amica, Lubin, Szczecin, to są kluby, które inwestują ciężkie pieniądze w profesjonalne szkolenie i infrastrukturę. Cracovia też powoli idzie w tym kierunku. Nie da się pójść drogą na skróty, licząc na to, że wystarczy ściągnąć młodego z podkrakowskiej wsi, potrenować z nim troszkę na błocie i wystawić do pierwszego składu, a sam się sprzeda, bo zagraniczne kluby będą się biły o takiego delikwenta.
W Wiśle oczywiście też by się dało. Na początek potrzebujemy inwestycji w 2-3 boiska treningowe plus zaplecze. Jakieś 4 bańki. Plus jakaś bańka rocznie na funkcjonowanie profesjonalnej akademii. Nie zastąpisz tego jeżdżeniem po okolicznych wsiach.