|
Nie ma nawet pół napastnika, to i nie ma komu strzelać. To tak jakby bokser wyszedł do ringu z zawiązanymi z tyłu rękami. Może się co najwyżej uchylać, do czasu aż chwyci w papę. No żywcem nie ma czym straszyć. Można było być mocno zmartwionym /ale nie zaskoczonym/ przebiegiem meczu w Gdańsku, do chwili jak zobaczyło się próby ogrania Nalepy przez Drzazgę. Tępa kosa trafiła na kanciasty kamień. Kupa śmiechu.
Zdezelowanego Sarkiego wzięliby z trybuny, a bardziej postraszyłby sękatego Nalepę.
Oby wypaliły te nowe nabytki, o których niektórzy piszą, bo z Wojtkowskim, Drzazgą, Kolarem i Plewką, będą w nas walić jak w bęben.
|